Środa, 1 lipca 2026
Kategoria znasz li ten kraj
Krupy, Sławno, Malechowo
Na jednym z wyjazdów wakacyjnych kolega Yurek55 odwiedził cmentarz , na którym pochowany został Andrzej Lepper.. Zapisałem sobie jako ciekawostkę krajoznawczą a będąc teraz w okolicach Darłowa postanowiłem oprócz zaliczenia gminy Sławno i Malechowo odwiedzić również przejazdem wioskę Krupy, w której znajduje się wymieniony cmentarz.

Grób Andrzeja Leppera w miejscowości Krupy © teich
Z odnalezieniem grobu nie było kłopotu, akurat była tam starsza pani , która obrazowo powiedziała , gdzie szukać grobu , a po jego odwiedzeniu poplotkowała trochę o kłopotach zdrowotnych jego syna. I choć wytłumaczyła mi dość dokładnie, który jest to dom rodziny Lepperów w Zielnowie, to jednak ze względu ,że był to początek trochę długiej trasy odpuściłem sobie wizytę w tej wsi i skierowałem drogą powiatową 205 do Sławna zatrzymując sie kilkukrotnie przy ciekawych budynkach i kościołach.

Kosciół pw. Podwyższenia Krzyża w Starym Jarosławie © teich
Około 9 byłem w Sławnie, w którym ku mojemu zaskoczeniu nie było co zwiedzać.
Dwie baszty bramne, rosarium przy urzędzie miasta i zamknięty kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wyczerpały plan krajoznawczy ale okazało się ,że zdobycie pieczątki w książeczce turystycznej w urzędzie miejskim zajmuje niemal pół godziny.

Brama Słupska prowadząca na rynek w Sławnie © teich

Kościół milenijny w Sławnie © teich
Po takiej stracie czasu wystrzeliłem na rowerze byle szybciej nadrobić czas i pokonać kolejne kilometry.
Do Malechowa kierowałem się dawnym śladem DK6, która po uruchomieniu S6 stała się niemal drogą serwisową o znikomym nasileniu ruchem, ale ciągle jeszcze wysokim standardzie nawierzchni.
Dość sprawnie osiągnąłem Malechowo , w którym po odwiedzeniu urzędu gminy i kościoła udałem się w drogę powrotną do Dąbek.

Malechowo- kościół pw. Matki Boskiej Gromnicznej © teich
I to była najpiękniejsza krajobrazowo części tego wyjazdu, liczne pola z dojrzewającymi zbożami, bobem , kukurydzą, kartoflami ciągnęły sie na przestrzeni ponad 20 kilometrów, a dodatkowo krajobraz urozmaicały niewielkie wzniesienia koszalińskie, wiatraki oraz panoramy odległego Jeziora Bukowo i Jamno

Przystawy - Kościół filialny pw. Matki Bożej Ostrobramskiej © teich

Sielski widoczek , w dali srebrzyło się Jezioro Bukowo © teich

Grób Andrzeja Leppera w miejscowości Krupy © teich
Z odnalezieniem grobu nie było kłopotu, akurat była tam starsza pani , która obrazowo powiedziała , gdzie szukać grobu , a po jego odwiedzeniu poplotkowała trochę o kłopotach zdrowotnych jego syna. I choć wytłumaczyła mi dość dokładnie, który jest to dom rodziny Lepperów w Zielnowie, to jednak ze względu ,że był to początek trochę długiej trasy odpuściłem sobie wizytę w tej wsi i skierowałem drogą powiatową 205 do Sławna zatrzymując sie kilkukrotnie przy ciekawych budynkach i kościołach.

Kosciół pw. Podwyższenia Krzyża w Starym Jarosławie © teich
Około 9 byłem w Sławnie, w którym ku mojemu zaskoczeniu nie było co zwiedzać.
Dwie baszty bramne, rosarium przy urzędzie miasta i zamknięty kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny wyczerpały plan krajoznawczy ale okazało się ,że zdobycie pieczątki w książeczce turystycznej w urzędzie miejskim zajmuje niemal pół godziny.

Brama Słupska prowadząca na rynek w Sławnie © teich

Kościół milenijny w Sławnie © teich
Po takiej stracie czasu wystrzeliłem na rowerze byle szybciej nadrobić czas i pokonać kolejne kilometry.
Do Malechowa kierowałem się dawnym śladem DK6, która po uruchomieniu S6 stała się niemal drogą serwisową o znikomym nasileniu ruchem, ale ciągle jeszcze wysokim standardzie nawierzchni.
Dość sprawnie osiągnąłem Malechowo , w którym po odwiedzeniu urzędu gminy i kościoła udałem się w drogę powrotną do Dąbek.

Malechowo- kościół pw. Matki Boskiej Gromnicznej © teich
I to była najpiękniejsza krajobrazowo części tego wyjazdu, liczne pola z dojrzewającymi zbożami, bobem , kukurydzą, kartoflami ciągnęły sie na przestrzeni ponad 20 kilometrów, a dodatkowo krajobraz urozmaicały niewielkie wzniesienia koszalińskie, wiatraki oraz panoramy odległego Jeziora Bukowo i Jamno

Przystawy - Kościół filialny pw. Matki Bożej Ostrobramskiej © teich

Sielski widoczek , w dali srebrzyło się Jezioro Bukowo © teich
- DST 65.00km
- Teren 5.00km
- Czas 05:02
- VAVG 12.91km/h
- Temperatura 19.0°C
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 30 czerwca 2026
Kategoria znasz li ten kraj
Do Łazów
To miał być wyjazd do Suchej Koszalińskiej, ale przegapiliśmy skręt i znaleźliśmy się w Osiekach, skąd już blisko było do Łazów. Wykorzystaliśmy przypadkową okazję i pojechaliśmy zobaczyć tamtejsze plaże.

Iwięcino- kościół pw. Matki Boskiej Królowej Polski © teich

Wnętrze kościoła w Iwięcinie © teich

Kościół w Osiekach pw. świętego Antoniego Padewskiego © teich

Kościół w Osiekach- nawa główna i ołtarz © teich

Kościół parafii polskokatolickiej pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bukowie Morskim © teich

Wnętrze gotyckiego kościoła w Bukowie Morskim © teich

Iwięcino- kościół pw. Matki Boskiej Królowej Polski © teich

Wnętrze kościoła w Iwięcinie © teich

Kościół w Osiekach pw. świętego Antoniego Padewskiego © teich

Kościół w Osiekach- nawa główna i ołtarz © teich

Kościół parafii polskokatolickiej pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bukowie Morskim © teich

Wnętrze gotyckiego kościoła w Bukowie Morskim © teich
- DST 43.00km
- Temperatura 23.0°C
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 29 czerwca 2026
Darłowo od niechcenia
Wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy przed siebie. Nawrotka w Darłowie.

Wieprza u stóp zamku książąt pomorskich w Darłowie © teich

Wieprza u stóp zamku książąt pomorskich w Darłowie © teich
- DST 20.00km
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 czerwca 2026
Dębinka jeszcze raz
Piękna pogoda za dnia i wieczorny spacer rowerowy na zachód słońca.

Zachód słońca w okolicach kanału Szczuczego © teich

Zachód słońca w okolicach kanału Szczuczego © teich
- DST 15.00km
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 26 czerwca 2026
Do Bukowa Morskiego
Wycieczka krótka- ale miejscowość arcyważna- stąd promieniował klasztor Cystersów na bliską i daleką okolicę. I choć po klasztorze pozostały jedynie zapisy archiwalne , a jego ślady fizyczne zatarł czas to jednak świadomość przedwiekowej wielkości i ważności tego miejsca wyzwala szacunek dla wszystkich pokoleń, które nas poprzedziły.

Schemat i pamiątka po dawnej świetności cysterskiego Bukowa © teich

Schemat i pamiątka po dawnej świetności cysterskiego Bukowa © teich
- DST 10.00km
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 25 czerwca 2026
Do Darłowa i Darłówka
W Darłówku byliśmy już dwukrotnie, Darłowo odwiedziliśmy również kilka razy i teraz dla przypomnienia objazd okolicy.

Fontanna na rynku przed darłowskim magistratem to miejsce kąpieli i ochłody dla gołębi © teich

Fontanna na rynku przed darłowskim magistratem to miejsce kąpieli i ochłody dla gołębi © teich
- DST 26.00km
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 24 czerwca 2026
Wypad nad kanał Szczuczy
Z trzydniowej wycieczki rowerowej po Świętokrzyskiem trafiłem niemal od razu na łózko szpitalne i planowaną od kilku lat operację. Przebieg tejże był cięższy niż zaplanowany dodatkowo późniejsze osłabienie odstawiły mnie od roweru na niemal cały czerwiec. niemal bo od środy mieliśmy zaplanowany wyjazd urlopowy. Z rowerami rzecz jasna. Po dojechaniu nad nasz ciepły Bałtyk ( bez żadnego sarkazmu, woda miał 22 stopnie i nie było żadnych fal) i tradycyjnym powitaniu z morzem oraz kilkugodzinnym plażowaniu udaliśmy się na odwiedziny kanału Szczuczego, który łączy Jezioro Bukowo z Bałtykiem. I tak jak kilka lat temu zasypane było piaskiem ujście z Jeziora Kopań do morza, tak samo i tutaj piaski wiejące wzdłuż plaż zrobiły swoje i zawaliły możliwość wypłynięcia z Bukowa na słoną wodę.

Kanał Szczuczy- widok w kierunku Jeziora Bukowno © teich

Kanał Szczuczy- widok w kierunku Jeziora Bukowno © teich
- DST 12.00km
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 maja 2026
Kategoria znasz li ten kraj
Tur de Świętokrzyskie - podsumowanie
Sporo czasu minęło od czasu powrotu z Kieleckiego, a wydaje
mi się konieczne zrobienie małego podsumowania z tego 3 dniowego wypadu
rowerowego, który miał być przymiarką do pokonania na rowerze trasy z biegiem
Wisły od Nowego Brzeska, w którym utknąłem w 2024 do Sandomierza. Czy uda się tego dokonać w najbliższych tygodniach
, niestety nie wiem, ale pewne wnioski co do podróżowania kilkudniowego
zebrałem.
Najważniejsze:
- dojazd pociągiem IC zarówno do Sandomierza jak również na linii kolejowej do Krakowa nie stanowi większego problemu (poza zdobyciem miejscówki wraz z przynależnym miejscem na rower), dostępne są również połączenia regionalne czy to kolejami świętokrzyskimi czy też małopolskimi.
- wyjście z wagonu z rowerem obciążonym sakwami ( czyli jakieś 30 kg wszystkiego) nie stanowi problemu nawet na niski peron, ale wejście do takiego wagonu jest już wyzwaniem fizycznym, o powieszeniu roweru na haku w pociągu można zapomnieć,
- nie jechać ze wschodu ku zachodowi, w Polsce wieją w przeważającej większości wiatry zachodnie, więc jest to walka z wiatrem na całej długości trasy, ponadto pasma Gór Świętokrzyskich również zorientowane są równoleżnikowo , więc jedzie się jak w dyszy , gdzie odczucie intensywności wiatru jest wzmożone
- bardzo dobra jakość dróg gminnych i powiatowych, poza kilkunastoma kilometrami w okolicach Rakowa wszędzie było bardzo dobrze jeśli chodzi o jakość dróg lokalnych
- uwaga na intensywny ruch ciężarówek szczególnie te do przewozu kruszyw i cementu jeżdżą tutaj w wielkiej ilości, choć na drogach gminnych pojawiały się sporadycznie,
- rozwinięta i zauważalna infrastruktura rowerowa . W Kielcach zaczyna się ( lub jak kto woli kończy) szlak Greenvelo, jest on widoczny w wielu miejscach zarówno w postaci kierunkowskazów jak również w postaci MORów ( miejsc odpoczynku rowerzystów)
-zabieranie namiotu, karimatki, śpiwora na kilkudniowy wypad rowerowy jest chyba zbyteczne. W regionach turystycznych jak Kieleckie nie ma większych kłopotów ze znalezieniem noclegu z budżetem ok 200 zł/noc , który zapewnia spanie w czystym łóżku i gorący prysznic zarówno dla higieny jak i dla rozgrzewki
- kluczowe niezmiennie jest kontrolowanie pogody, stąd tak jak w moim przypadku miesięczne wyprzedzenie to ryzyko kiepskiej aury. W moim przypadku wynikiem była permanentna walka z silnym i zimnym wiatrem a ostatniego dnia zamiast wiatru z przelotnymi opadami deszczu, które przyniosły również ochłodzenie.
-zwiedzanie zabytków niestety jest często niemożliwe. Wymóg wcześniejszego powiadamiania, czy też w przypadku kościołów zamykanie ich poza godzinami sprawowania mszy powoduje niedosyt krajoznawczej ciekawości

Powrót do domu © teich
lalalalal
Najważniejsze:
- dojazd pociągiem IC zarówno do Sandomierza jak również na linii kolejowej do Krakowa nie stanowi większego problemu (poza zdobyciem miejscówki wraz z przynależnym miejscem na rower), dostępne są również połączenia regionalne czy to kolejami świętokrzyskimi czy też małopolskimi.
- wyjście z wagonu z rowerem obciążonym sakwami ( czyli jakieś 30 kg wszystkiego) nie stanowi problemu nawet na niski peron, ale wejście do takiego wagonu jest już wyzwaniem fizycznym, o powieszeniu roweru na haku w pociągu można zapomnieć,
- nie jechać ze wschodu ku zachodowi, w Polsce wieją w przeważającej większości wiatry zachodnie, więc jest to walka z wiatrem na całej długości trasy, ponadto pasma Gór Świętokrzyskich również zorientowane są równoleżnikowo , więc jedzie się jak w dyszy , gdzie odczucie intensywności wiatru jest wzmożone
- bardzo dobra jakość dróg gminnych i powiatowych, poza kilkunastoma kilometrami w okolicach Rakowa wszędzie było bardzo dobrze jeśli chodzi o jakość dróg lokalnych
- uwaga na intensywny ruch ciężarówek szczególnie te do przewozu kruszyw i cementu jeżdżą tutaj w wielkiej ilości, choć na drogach gminnych pojawiały się sporadycznie,
- rozwinięta i zauważalna infrastruktura rowerowa . W Kielcach zaczyna się ( lub jak kto woli kończy) szlak Greenvelo, jest on widoczny w wielu miejscach zarówno w postaci kierunkowskazów jak również w postaci MORów ( miejsc odpoczynku rowerzystów)
-zabieranie namiotu, karimatki, śpiwora na kilkudniowy wypad rowerowy jest chyba zbyteczne. W regionach turystycznych jak Kieleckie nie ma większych kłopotów ze znalezieniem noclegu z budżetem ok 200 zł/noc , który zapewnia spanie w czystym łóżku i gorący prysznic zarówno dla higieny jak i dla rozgrzewki
- kluczowe niezmiennie jest kontrolowanie pogody, stąd tak jak w moim przypadku miesięczne wyprzedzenie to ryzyko kiepskiej aury. W moim przypadku wynikiem była permanentna walka z silnym i zimnym wiatrem a ostatniego dnia zamiast wiatru z przelotnymi opadami deszczu, które przyniosły również ochłodzenie.
-zwiedzanie zabytków niestety jest często niemożliwe. Wymóg wcześniejszego powiadamiania, czy też w przypadku kościołów zamykanie ich poza godzinami sprawowania mszy powoduje niedosyt krajoznawczej ciekawości

Powrót do domu © teich
lalalalal
- DST 25.00km
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 maja 2026
Kategoria znasz li ten kraj
Tur de Świętokrzyskie- Widełki Daleszyckie - Jędrzejów
Kładąc się poprzedniego dnia do łóżka słyszałem w sklepie audycję radiową z prognoza pogody zapowiadającą deszcz. Nie mogłem zrewidować tego z internetem bo agroturystyka Kuźnia jest położona tak, że nie ma tam żadnego sygnału komórkowego. Postanowiłem jednak w miarę możliwości nie guzdrać się rano tylko wyjechać maks o 9.30. Z panią gaździną ustaliłem menu na śniadanie i godzinę podania na 8.30. Choć nie mam w zwyczaju jeść śniadań przed 11 to tym razem skusiłem się by nie wyjechać bez solidnej porcji jajecznicy z własnych jajek, porcji wędlin , własnych serów białych , ogórków kiszonych , serów smażonych i więcej nie był w stanie pomieścić mój żołądek. Byłem tu już chyba ze 3 razy, za każdym razem jestem onieśmielony gościnnością i ciągła rozbudową zaplecza turystycznego . Od ostatniego razu sprzed 2 lat doszło miejsce grillowo ogniskowe, plac zabaw dla dzieci z torem do kapsli i jeszcze cos tam, ale za wiele nie widziałem na dworze.
O 9.30 rzeczywiście spakowany ruszam w trasę do Jędrzejowa- ogólny kierunek jakże by inaczej na zachód czyli na przeciw wspomnianemu wielokroć legendarnemu świętokrzyskiemu wiatrowi. Pierwsze 12 kilometrów jadę w ciemno drogą pożarowa przez lasy, która co prawda nie zgadza się z mapą, ale kierunek słuszny. Ba to nie jest droga pożarowa, to istna leśnostrada, dość powiedzieć, że na potrzeby tej drogi przebito się kilkukrotnie przez wydmy leśne, by zachować poziom drogi.
Ale wszystko co dobre się kończy a wszystko co nie zgadza się z mapą kończy się w ... lesie. Dalej zamiast pięknej leśnostrady miałem jakieś zarastające dróżki leśne, człowiek ma swoje lata i swój rozsądek życiowy, wybrałem dalszą drogę tym duktem, w którym odciśnięte były ślady kół rowerowy. Po około 20 minutach pochwaliłem swoją roztropność dojeżdżając do osady Holendry o drobne 2 kilometry na zachód od planowanej jazdy przez Smyków. No i pech wzięła górę nad rozwagą bo uśpiłem czujność i przegapiłem skręt greenvelo na Morawicę , dokąd chciałem się udać a pojechałem prosto. Zwiodło mnie oznaczenie na kierunkowskazie, który nie informował o drodze na Morawicę, tylko o Kielcach. W sumie miał rację , ale ja nie skręcając wpadłem na dłuższy wariant dojazdu na stację, a chmury deszczowe gęstniały z kwadransa na kwadrans.
O swoim błędzie dowiedziałem się bardzo późno, gdy wjechałem do dużej miejscowości, która okazała się być Pierzchnicą a nie Morawicą. Ponieważ nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie na pociąg to byłem zdyscyplinowany w zwiedzaniu miejscowości, oglądnąłem rynek, zwiedziłem kościół akurat dekorowany na uroczystość pierwszej komunii i ruszyłem w drogę .

Rynek w Pierzchnicy © teich

Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich

Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Niestety znów źle, ale tym razem zorientowałem się po ok kilometrze, więc nawrotka i orka pod górę do Lisowa, przez miejscowość Górki, chyba nie muszę pisać ,że miejscowość z taką nazwą nie leży w dołku. Na dojeździe do Lisowa zaczyna niestety być już bardzo ciemne niebo, po fotkach kościoła jadę dalej bez zwłoki i pierwsze krople dopadają mnie w Zalesiu przy wjeździe na drogę 73, z której dosyć szybko skręcam na Chałupki. Już nie cieszą mnie krajobrazy a martwi ewentualna ulewa, na szczęście mam do czynienia z pojedynczymi zupełnie delikatnymi kroplami deszczu, ale kurtki trzepotki nie zdejmuję już do końca.

Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie © teich
Przez Chomentów, Stanowice dojeżdżam do Sobikowa i tu już zaczyna regularnie padać deszcz i popełniam kolejny błąd tym razem skutkujący dodatkowymi 5 kilometrami oraz sporym podjazdem , na szczęście ostatnim w tej eskapadzie. Kilka kilometrów za Sobikowem deszcz ustał , jednak nogi moczyłem jeszcze długo do wody zalegającej na asfalcie. Na stację w Jędrzejowie dojechałem 35 minut przed odjazdem pociągu co pozwoliło mi się jeszcze przebrać w suche ciuchy na podróż i zrobić małe zakupy na podróż w położonej na przeciw stacji biedronce.

Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów © teich
O 9.30 rzeczywiście spakowany ruszam w trasę do Jędrzejowa- ogólny kierunek jakże by inaczej na zachód czyli na przeciw wspomnianemu wielokroć legendarnemu świętokrzyskiemu wiatrowi. Pierwsze 12 kilometrów jadę w ciemno drogą pożarowa przez lasy, która co prawda nie zgadza się z mapą, ale kierunek słuszny. Ba to nie jest droga pożarowa, to istna leśnostrada, dość powiedzieć, że na potrzeby tej drogi przebito się kilkukrotnie przez wydmy leśne, by zachować poziom drogi.
Ale wszystko co dobre się kończy a wszystko co nie zgadza się z mapą kończy się w ... lesie. Dalej zamiast pięknej leśnostrady miałem jakieś zarastające dróżki leśne, człowiek ma swoje lata i swój rozsądek życiowy, wybrałem dalszą drogę tym duktem, w którym odciśnięte były ślady kół rowerowy. Po około 20 minutach pochwaliłem swoją roztropność dojeżdżając do osady Holendry o drobne 2 kilometry na zachód od planowanej jazdy przez Smyków. No i pech wzięła górę nad rozwagą bo uśpiłem czujność i przegapiłem skręt greenvelo na Morawicę , dokąd chciałem się udać a pojechałem prosto. Zwiodło mnie oznaczenie na kierunkowskazie, który nie informował o drodze na Morawicę, tylko o Kielcach. W sumie miał rację , ale ja nie skręcając wpadłem na dłuższy wariant dojazdu na stację, a chmury deszczowe gęstniały z kwadransa na kwadrans.
O swoim błędzie dowiedziałem się bardzo późno, gdy wjechałem do dużej miejscowości, która okazała się być Pierzchnicą a nie Morawicą. Ponieważ nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie na pociąg to byłem zdyscyplinowany w zwiedzaniu miejscowości, oglądnąłem rynek, zwiedziłem kościół akurat dekorowany na uroczystość pierwszej komunii i ruszyłem w drogę .

Rynek w Pierzchnicy © teich

Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich

Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Niestety znów źle, ale tym razem zorientowałem się po ok kilometrze, więc nawrotka i orka pod górę do Lisowa, przez miejscowość Górki, chyba nie muszę pisać ,że miejscowość z taką nazwą nie leży w dołku. Na dojeździe do Lisowa zaczyna niestety być już bardzo ciemne niebo, po fotkach kościoła jadę dalej bez zwłoki i pierwsze krople dopadają mnie w Zalesiu przy wjeździe na drogę 73, z której dosyć szybko skręcam na Chałupki. Już nie cieszą mnie krajobrazy a martwi ewentualna ulewa, na szczęście mam do czynienia z pojedynczymi zupełnie delikatnymi kroplami deszczu, ale kurtki trzepotki nie zdejmuję już do końca.

Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie © teich
Przez Chomentów, Stanowice dojeżdżam do Sobikowa i tu już zaczyna regularnie padać deszcz i popełniam kolejny błąd tym razem skutkujący dodatkowymi 5 kilometrami oraz sporym podjazdem , na szczęście ostatnim w tej eskapadzie. Kilka kilometrów za Sobikowem deszcz ustał , jednak nogi moczyłem jeszcze długo do wody zalegającej na asfalcie. Na stację w Jędrzejowie dojechałem 35 minut przed odjazdem pociągu co pozwoliło mi się jeszcze przebrać w suche ciuchy na podróż i zrobić małe zakupy na podróż w położonej na przeciw stacji biedronce.

Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów © teich
- DST 73.00km
- Teren 12.00km
- Czas 05:12
- VAVG 14.04km/h
- VMAX 33.00km/h
- Temperatura 16.0°C
- Kalorie 2196kcal
- Podjazdy 704m
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 maja 2026
Kategoria znasz li ten kraj
Tur de Świętokrzyskie Opatów- Widełki Daleszyckie
W części pierwszej rozpisałem się, bo ciągła walka z wiatrem , z podjazdami , z nawigowaniem zapadłą głęboko w pamięć o tyle drugiego dnie można stwierdzić, że wszystko to już było dzień wcześniej jedynie zrobiło się chłodniej. Ale do rzeczy
Z motelu wyjechałem bez śniadania, produkty kupione dzień wcześniej planowałem spożyć gdzieś w trakcie przerwy w jażdzie. Pierwszy cel był nieodległy- chodziło o Iwaniska , jednak wcześniej postanowiłem jeszcze przejechać nadkładając kilometrów ( i metrów podjazdów) przez Modliborzyce, które znajdowały się w gminie Baćkowice. Niby taki przejazd bez większych celów poza jedną gminą więcej na serwisie zaliczgmine.pl

Poranna droga © teich
Pierwszy przystanek mam przy kościele św. Bartłomieja w Strzyżowicach, gdzie dotarłem gdy przegapiłem skręt w prawo na Modliborzyce. Kościół okazał się mieć otwarty krużganek więc oczywiście zrobiłem fotki również wewnątrz.

Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice © teich
Próba pozyskania potwierdzenia do kolarskiej odznaki pielgrzyma spełzła jednak na niczym. Stąd ciągle pełen zapału ruszam znów na zachód ku Modliborzycom. Dla porządku tylko wspomnę ,że oczywiście pod wiatr i oczywiście pod górę, tylko nie aż tak stromy jak te wczorajsze ale za to dłuuuuugi. Do Modliborzyc dojechałem bez historii, na miejscu ukazał się kościół, a jakże na górce. . Ale podjechałem wszak to były pierwsze kilometry dzisiejszej wyprawy. Kościół był otwarty więc i tutaj zrobiłem fotki wnętrza, ale i tu również księdza żadnego nie zastałem nawet na położonej vis'a'vis plebani.

Kościół w Modliborzycach © teich
Ale za to z Modliborzyc do Iwanisk dojechałem prawie bez pedałowania i z górki i z wiatrem taka odmiana!
W Iwaniskach poza małym rynkiem i kościołem ( otwarta kruchta) nie było na czym zawiesić oka, ale godzina była doskonała aby zjeść śniadanie, więc na ławeczce przed urzędem skonsumowałem produkty zakupione wczorajszego dnia w Opatowie i Ćmielowie.

Iwaniska - miejscowy kościół © teich
Po konsumpcji ruszam do drugiego punktu na dzisiaj, a tak na prawdę najważniejszego z całego wypadku- ruin zamku Krzyżtopór w Ujeździe położonym ze 3 km od Iwanisk. Początek pod górę ale potem długi zjazd do z dala widocznych ruin zamku.
A przed zamkiem mrowie młodzieży- trwa sezon wycieczek szkolnych , a zamek Krzyżtopór to nie w kij dmuchał zabytków, kiedyś zabytek klasy 0, teraz ta klasyfikacja nie obowiązuje.
Nie zwiedzam, byłem tu już dwukrotnie, tym razem chciałem dojechać na rowerze zgodnie z regulaminem KOT do stopnia dużego.

Zamek Krzyżtopór w Ujeździe © teich

Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego © teich
Ponieważ nie byłem pewien dalszej jazdy w kierunku Bogorii zapytałem o drogę trzech meneli pod sklepem. I to był błąd po 10 minutach dalej między sobą uzgadniali jak jechać itd. Myślę ,że byli tym zajęci jeszcze prze wiele minut jak pojechałem bez pożegnania sam wybierając drogę i co najważniejsze - dobrą, jadąc przez Radwan, Grzybów i Małą Wieś i zaliczając podjazd , który na zjeździe pokazywał 6% ale i i chyba tyle samo było na podjeździe od mojej strony.
W Bogorii mała inspekcja miejscowego rynku i dłuższa kościoła i tu trafiam na sympatycznego księdza, który podbija mi pierwszą pieczątkę z kościoła na całej trasie.

Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej © teich

Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej © teich
Kilka minut na odsapnięcie i dalej tym razem na Raków jakąś podrzędną wg mapy drogą o jak się okazało bardzo dobrej jakości aż do granic z gminą Raków, tam było gorzej ale jeszcze do przyjęcia. W miłych okolicznościach przyrody docieram do Rakowa, gdzie również robię objazd miejscowości i otwartego kościoła.

Fontanna z rakami na rynku w Rakowie © teich
Po krótkim włóczeniu się po tej wsi i nie znajdując żadnych pamiątek po Braciach Polskich, czyli naszym rodzimym i zasłużonym odłamie Reformacji opuszczam miejscowość kierując się drogą przez Drogowle i Korzenno do Widełek Daleszyckich, gdzie nocuję w agroturystyce Kuźnia, którą polecam . Za 200 dostałem obiad złożony z pysznej zupy pokrzywowej ( są laureatami jakichś konkursów kuchni regionalnej) fury placków ziemniaczanych, i solidnej salaterki gulaszu,że o sałatce nie wspomnę- oczywiście menu było wcześniej ustalone i czekało na mnie. I tym razem kończę dzień gorącym prysznicem oraz dwoma browarami kupionymi w miejscowym sklepie u Joanny.

Czarownice nie tylko na Łysej Górze © teich
Z motelu wyjechałem bez śniadania, produkty kupione dzień wcześniej planowałem spożyć gdzieś w trakcie przerwy w jażdzie. Pierwszy cel był nieodległy- chodziło o Iwaniska , jednak wcześniej postanowiłem jeszcze przejechać nadkładając kilometrów ( i metrów podjazdów) przez Modliborzyce, które znajdowały się w gminie Baćkowice. Niby taki przejazd bez większych celów poza jedną gminą więcej na serwisie zaliczgmine.pl

Poranna droga © teich
Pierwszy przystanek mam przy kościele św. Bartłomieja w Strzyżowicach, gdzie dotarłem gdy przegapiłem skręt w prawo na Modliborzyce. Kościół okazał się mieć otwarty krużganek więc oczywiście zrobiłem fotki również wewnątrz.

Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice © teich
Próba pozyskania potwierdzenia do kolarskiej odznaki pielgrzyma spełzła jednak na niczym. Stąd ciągle pełen zapału ruszam znów na zachód ku Modliborzycom. Dla porządku tylko wspomnę ,że oczywiście pod wiatr i oczywiście pod górę, tylko nie aż tak stromy jak te wczorajsze ale za to dłuuuuugi. Do Modliborzyc dojechałem bez historii, na miejscu ukazał się kościół, a jakże na górce. . Ale podjechałem wszak to były pierwsze kilometry dzisiejszej wyprawy. Kościół był otwarty więc i tutaj zrobiłem fotki wnętrza, ale i tu również księdza żadnego nie zastałem nawet na położonej vis'a'vis plebani.

Kościół w Modliborzycach © teich
Ale za to z Modliborzyc do Iwanisk dojechałem prawie bez pedałowania i z górki i z wiatrem taka odmiana!
W Iwaniskach poza małym rynkiem i kościołem ( otwarta kruchta) nie było na czym zawiesić oka, ale godzina była doskonała aby zjeść śniadanie, więc na ławeczce przed urzędem skonsumowałem produkty zakupione wczorajszego dnia w Opatowie i Ćmielowie.

Iwaniska - miejscowy kościół © teich
Po konsumpcji ruszam do drugiego punktu na dzisiaj, a tak na prawdę najważniejszego z całego wypadku- ruin zamku Krzyżtopór w Ujeździe położonym ze 3 km od Iwanisk. Początek pod górę ale potem długi zjazd do z dala widocznych ruin zamku.
A przed zamkiem mrowie młodzieży- trwa sezon wycieczek szkolnych , a zamek Krzyżtopór to nie w kij dmuchał zabytków, kiedyś zabytek klasy 0, teraz ta klasyfikacja nie obowiązuje.
Nie zwiedzam, byłem tu już dwukrotnie, tym razem chciałem dojechać na rowerze zgodnie z regulaminem KOT do stopnia dużego.

Zamek Krzyżtopór w Ujeździe © teich

Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego © teich
Ponieważ nie byłem pewien dalszej jazdy w kierunku Bogorii zapytałem o drogę trzech meneli pod sklepem. I to był błąd po 10 minutach dalej między sobą uzgadniali jak jechać itd. Myślę ,że byli tym zajęci jeszcze prze wiele minut jak pojechałem bez pożegnania sam wybierając drogę i co najważniejsze - dobrą, jadąc przez Radwan, Grzybów i Małą Wieś i zaliczając podjazd , który na zjeździe pokazywał 6% ale i i chyba tyle samo było na podjeździe od mojej strony.
W Bogorii mała inspekcja miejscowego rynku i dłuższa kościoła i tu trafiam na sympatycznego księdza, który podbija mi pierwszą pieczątkę z kościoła na całej trasie.

Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej © teich

Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej © teich
Kilka minut na odsapnięcie i dalej tym razem na Raków jakąś podrzędną wg mapy drogą o jak się okazało bardzo dobrej jakości aż do granic z gminą Raków, tam było gorzej ale jeszcze do przyjęcia. W miłych okolicznościach przyrody docieram do Rakowa, gdzie również robię objazd miejscowości i otwartego kościoła.

Fontanna z rakami na rynku w Rakowie © teich
Po krótkim włóczeniu się po tej wsi i nie znajdując żadnych pamiątek po Braciach Polskich, czyli naszym rodzimym i zasłużonym odłamie Reformacji opuszczam miejscowość kierując się drogą przez Drogowle i Korzenno do Widełek Daleszyckich, gdzie nocuję w agroturystyce Kuźnia, którą polecam . Za 200 dostałem obiad złożony z pysznej zupy pokrzywowej ( są laureatami jakichś konkursów kuchni regionalnej) fury placków ziemniaczanych, i solidnej salaterki gulaszu,że o sałatce nie wspomnę- oczywiście menu było wcześniej ustalone i czekało na mnie. I tym razem kończę dzień gorącym prysznicem oraz dwoma browarami kupionymi w miejscowym sklepie u Joanny.

Czarownice nie tylko na Łysej Górze © teich
- DST 74.00km
- Czas 06:00
- VAVG 12.33km/h
- VMAX 48.40km/h
- Temperatura 17.0°C
- Kalorie 2413kcal
- Podjazdy 748m
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze


