Informacje

  • Wszystkie kilometry: 52592.75 km
  • Km w terenie: 3832.50 km (7.29%)
  • Czas na rowerze: 105d 11h 53m
  • Prędkość średnia: 19.18 km/h
  • Suma w górę: 10107 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy teich.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w kategorii

znasz li ten kraj

Dystans całkowity:2626.50 km (w terenie 206.20 km; 7.85%)
Czas w ruchu:121:15
Średnia prędkość:17.21 km/h
Maksymalna prędkość:48.40 km/h
Suma podjazdów:2196 m
Maks. tętno maksymalne:169 (94 %)
Maks. tętno średnie:125 (0 %)
Suma kalorii:29890 kcal
Liczba aktywności:50
Średnio na aktywność:52.53 km i 3h 27m
Więcej statystyk
Niedziela, 26 lipca 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Łódzkie po raz kolejny - gminobranie

Ten wyjazd chodził mi p[o głowie od baaardzo dawna.  Źródłem był zobaczony kiedyś plakat- Koluszki serce Polski czy jakoś tak podobnie.  Teraz była doskonała okazja by nadrobić brakujące gminy na terenie Parku Krajobrazowego Wzniesień Łódzkich.  
Bardzo lubię to województwo i dzisiejsza wyprawa rowerowa mnie w tym utwierdziła. Choć po raz pierwszy od nie pamiętam kiedy bardziej byłem nastawiony na radość z jazdy niż na odkrycia krajoznawcze. Dodatkowo kłopotem były liczne msze poranne, które częściowo nie pozwalały na to by oglądać wnętrza kościołów. Plan minimum to była podróż z Koluszek nieco okrętną drogą do Skierniewic. Planem maksimum było dokończenie ze Skierniewice do domu przez sanktuarium w Miedniewicach a i tak wyszedł plan optimum z powrotem przez Kamion (ależ tu wielu kajakarzy!), Puszczę Mariańską i Mszczonów .
Dworzec w Koluszkach- zawsze będzie mi się kojarzył z
Dworzec w Koluszkach- zawsze będzie mi się kojarzył z "Balem na stacji w Koluszkach" © teich
Kościół pw. św. Andrzeja w Dmosinie
Kościół pw. św. Andrzeja w Dmosinie © teich
Wnętrze kościoła pw. św. Andrzeja w Dmosinie
Wnętrze kościoła pw. św. Andrzeja w Dmosinie © teich
Kościół pw. św. Kazimierza Królewicza w Łyszkowicach
Kościół pw. św. Kazimierza Królewicza w Łyszkowicach © teich
Maków zaprasza
Maków zaprasza © teich
Dawny pałac prymasowski w Skierniewicach
Dawny pałac prymasowski w Skierniewicach © teich
Kamion cmentarz żołnierzy niemieckch
Kamion cmentarz żołnierzy niemieckch © teich
Kamion cmentarz żołnierzy rosyjskich
Kamion cmentarz żołnierzy rosyjskich © teich
  • DST 122.00km
  • Czas 05:50
  • VAVG 20.91km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt Basso
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 1 lipca 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Krupy, Sławno, Malechowo

Na jednym z wyjazdów wakacyjnych kolega Yurek55 odwiedził cmentarz , na którym pochowany został Andrzej Lepper.. Zapisałem sobie jako ciekawostkę krajoznawczą a będąc teraz w okolicach Darłowa postanowiłem oprócz zaliczenia gminy Sławno i Malechowo odwiedzić również przejazdem wioskę Krupy, w której znajduje się wymieniony cmentarz.
Grób Andrzeja Leppera w miejscowości Krupy
Grób Andrzeja Leppera w miejscowości Krupy © teich
Z odnalezieniem grobu nie było kłopotu, akurat była tam starsza pani , która obrazowo powiedziała , gdzie szukać grobu , a po jego odwiedzeniu poplotkowała trochę o kłopotach zdrowotnych jego syna.  I choć wytłumaczyła mi dość dokładnie, który jest to dom rodziny Lepperów w Zielnowie, to jednak ze względu ,że był to początek trochę długiej trasy odpuściłem sobie wizytę w tej wsi i skierowałem drogą powiatową 205 do Sławna zatrzymując sie kilkukrotnie przy ciekawych budynkach i kościołach.
Kosciół pw. Podwyższenia Krzyża w Starym Jarosławie
Kosciół pw. Podwyższenia Krzyża w Starym Jarosławie © teich
Około 9 byłem w Sławnie, w którym ku mojemu zaskoczeniu nie było co zwiedzać.
Dwie baszty bramne, rosarium przy urzędzie miasta i zamknięty kościół pw. Wniebowzięcia Najświętszej Maryi Panny  wyczerpały  plan krajoznawczy ale okazało się ,że zdobycie pieczątki w książeczce turystycznej w urzędzie miejskim zajmuje niemal pół godziny.
Brama Słupska prowadząca na rynek w Sławnie
Brama Słupska prowadząca na rynek w Sławnie © teich
Kościół milenijny w Sławnie
Kościół milenijny w Sławnie © teich
Po takiej stracie czasu wystrzeliłem na rowerze  byle szybciej nadrobić czas i pokonać kolejne kilometry. 
Do Malechowa kierowałem się dawnym śladem DK6, która po uruchomieniu S6 stała się niemal drogą serwisową o znikomym nasileniu ruchem, ale ciągle jeszcze wysokim standardzie nawierzchni.
Dość sprawnie osiągnąłem Malechowo , w którym po odwiedzeniu urzędu gminy i kościoła udałem się w drogę powrotną do Dąbek.
Malechowo- kościół pw. Matki Boskiej Gromnicznej
Malechowo- kościół pw. Matki Boskiej Gromnicznej © teich
I to była najpiękniejsza krajobrazowo części tego wyjazdu, liczne pola z dojrzewającymi zbożami, bobem , kukurydzą, kartoflami ciągnęły sie na przestrzeni ponad 20 kilometrów, a dodatkowo krajobraz urozmaicały niewielkie wzniesienia koszalińskie, wiatraki oraz panoramy odległego Jeziora Bukowo i  Jamno
Przystawy - Kościół filialny pw. Matki Bożej Ostrobramskiej
Przystawy - Kościół filialny pw. Matki Bożej Ostrobramskiej © teich
Sielski widoczek , w dali srebrzyło się Jezioro Bukowo
Sielski widoczek , w dali srebrzyło się Jezioro Bukowo © teich
  • DST 65.00km
  • Teren 5.00km
  • Czas 05:02
  • VAVG 12.91km/h
  • Temperatura 19.0°C
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 30 czerwca 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Do Łazów

To miał być wyjazd do Suchej Koszalińskiej, ale przegapiliśmy skręt i znaleźliśmy się w Osiekach, skąd już blisko było do Łazów. Wykorzystaliśmy przypadkową okazję i pojechaliśmy zobaczyć tamtejsze plaże.
Iwięcino- kościół pw. Matki Boskiej Królowej Polski
Iwięcino- kościół pw. Matki Boskiej Królowej Polski © teich
Wnętrze kościoła w Iwięcinie
Wnętrze kościoła w Iwięcinie © teich
Kościół w Osiekach pw. świętego Antoniego Padewskiego
Kościół w Osiekach pw. świętego Antoniego Padewskiego © teich
Kościół w Osiekach- nawa główna i ołtarz
Kościół w Osiekach- nawa główna i ołtarz © teich
Kościół parafii polskokatolickiej pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bukowie Morskim
Kościół parafii polskokatolickiej pw. Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bukowie Morskim © teich
Wnętrze gotyckiego kościoła w Bukowie Morskim
Wnętrze gotyckiego kościoła w Bukowie Morskim © teich
  • DST 43.00km
  • Temperatura 23.0°C
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie - podsumowanie

Sporo czasu minęło od czasu powrotu z Kieleckiego, a wydaje mi się konieczne zrobienie małego podsumowania z tego 3 dniowego wypadu rowerowego, który miał być przymiarką do pokonania na rowerze trasy z biegiem Wisły od Nowego Brzeska, w którym utknąłem w 2024 do Sandomierza. Czy uda się tego dokonać w najbliższych tygodniach , niestety nie wiem, ale pewne wnioski co do podróżowania kilkudniowego zebrałem.
Najważniejsze:
- dojazd pociągiem IC zarówno do Sandomierza jak również na linii kolejowej do Krakowa nie stanowi większego problemu (poza zdobyciem miejscówki wraz z przynależnym miejscem na rower), dostępne są również połączenia regionalne czy to kolejami świętokrzyskimi czy też małopolskimi.
- wyjście z wagonu z rowerem obciążonym sakwami ( czyli jakieś 30 kg wszystkiego) nie stanowi problemu nawet na niski peron, ale wejście do takiego wagonu jest już wyzwaniem fizycznym, o powieszeniu roweru na haku w pociągu można zapomnieć,
- nie jechać ze wschodu ku zachodowi, w Polsce wieją w przeważającej większości wiatry zachodnie, więc jest to walka z wiatrem na całej długości trasy, ponadto pasma Gór Świętokrzyskich również zorientowane są równoleżnikowo , więc jedzie się jak w dyszy , gdzie odczucie intensywności wiatru jest wzmożone
- bardzo dobra jakość dróg gminnych i powiatowych, poza kilkunastoma kilometrami w okolicach Rakowa wszędzie było bardzo dobrze jeśli chodzi o jakość dróg lokalnych
- uwaga na intensywny ruch ciężarówek szczególnie te do przewozu kruszyw i cementu jeżdżą tutaj w wielkiej ilości, choć na drogach gminnych pojawiały się sporadycznie,
- rozwinięta i zauważalna infrastruktura rowerowa . W Kielcach zaczyna się ( lub jak kto woli kończy) szlak Greenvelo, jest on widoczny w wielu miejscach zarówno w postaci kierunkowskazów jak również w postaci MORów ( miejsc odpoczynku rowerzystów)
-zabieranie namiotu, karimatki, śpiwora na kilkudniowy wypad rowerowy jest chyba zbyteczne. W regionach turystycznych jak Kieleckie nie ma większych kłopotów ze znalezieniem noclegu z budżetem ok 200 zł/noc , który zapewnia spanie w czystym łóżku i gorący prysznic zarówno dla higieny jak i dla rozgrzewki
- kluczowe niezmiennie jest kontrolowanie pogody, stąd tak jak w moim przypadku miesięczne wyprzedzenie to ryzyko kiepskiej aury. W moim przypadku wynikiem była permanentna walka z silnym i zimnym wiatrem a ostatniego dnia zamiast wiatru z przelotnymi opadami deszczu, które przyniosły również ochłodzenie.
-zwiedzanie zabytków niestety jest często niemożliwe. Wymóg wcześniejszego powiadamiania, czy też w przypadku kościołów zamykanie ich poza godzinami sprawowania mszy powoduje niedosyt krajoznawczej ciekawości

Powrót do domu
Powrót do domu © teich

lalalalal
  • DST 25.00km
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie- Widełki Daleszyckie - Jędrzejów

Kładąc się poprzedniego dnia do łóżka słyszałem w sklepie audycję radiową z prognoza pogody zapowiadającą deszcz. Nie mogłem zrewidować tego z internetem bo agroturystyka Kuźnia jest położona tak, że nie ma tam żadnego sygnału komórkowego. Postanowiłem jednak w miarę możliwości nie guzdrać się rano tylko wyjechać maks o 9.30. Z panią gaździną ustaliłem menu na śniadanie i godzinę podania na 8.30. Choć nie mam w zwyczaju jeść śniadań przed 11 to tym razem skusiłem się by nie wyjechać bez solidnej porcji jajecznicy z własnych jajek, porcji wędlin , własnych serów białych , ogórków kiszonych , serów smażonych i więcej nie był w stanie pomieścić mój żołądek. Byłem tu już chyba ze 3 razy, za każdym razem jestem onieśmielony gościnnością i ciągła rozbudową zaplecza turystycznego . Od ostatniego razu sprzed 2 lat doszło miejsce grillowo ogniskowe, plac zabaw dla dzieci z torem do kapsli i jeszcze cos tam, ale za wiele nie widziałem na dworze.
O 9.30 rzeczywiście spakowany ruszam w trasę do Jędrzejowa- ogólny kierunek jakże by inaczej na zachód czyli na przeciw wspomnianemu wielokroć legendarnemu świętokrzyskiemu wiatrowi. Pierwsze 12 kilometrów jadę w ciemno drogą pożarowa przez lasy, która co prawda nie zgadza się z mapą, ale kierunek słuszny. Ba to nie jest droga pożarowa, to istna leśnostrada, dość powiedzieć, że na potrzeby tej drogi przebito się kilkukrotnie przez wydmy leśne, by zachować poziom drogi.
Ale wszystko co dobre się kończy a wszystko co nie zgadza się z mapą kończy się w ... lesie. Dalej zamiast pięknej leśnostrady miałem jakieś zarastające dróżki leśne, człowiek ma swoje lata i swój rozsądek życiowy, wybrałem dalszą drogę tym duktem, w którym odciśnięte były ślady kół rowerowy.  Po około 20 minutach pochwaliłem swoją roztropność dojeżdżając do osady Holendry o drobne 2 kilometry na zachód od planowanej jazdy przez Smyków. No i pech wzięła górę nad rozwagą bo uśpiłem czujność i przegapiłem skręt greenvelo na Morawicę , dokąd chciałem się udać a pojechałem prosto. Zwiodło mnie oznaczenie na kierunkowskazie, który nie informował o drodze na Morawicę, tylko o Kielcach. W sumie miał rację , ale ja nie skręcając wpadłem na dłuższy wariant dojazdu na stację, a chmury deszczowe gęstniały z kwadransa na kwadrans. 
O swoim błędzie dowiedziałem się bardzo późno, gdy wjechałem do dużej miejscowości, która okazała się być Pierzchnicą a nie Morawicą.  Ponieważ nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie na pociąg to byłem zdyscyplinowany w zwiedzaniu miejscowości, oglądnąłem rynek, zwiedziłem kościół akurat dekorowany na uroczystość pierwszej komunii i ruszyłem w drogę .
Rynek w Pierzchnicy
Rynek w Pierzchnicy © teich
Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy
Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy
Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Niestety znów źle, ale tym razem zorientowałem się po ok kilometrze, więc nawrotka i orka pod górę do Lisowa, przez miejscowość Górki, chyba nie muszę pisać ,że miejscowość z taką nazwą nie leży w dołku. Na dojeździe do Lisowa zaczyna niestety być już bardzo ciemne niebo,  po fotkach kościoła jadę dalej bez zwłoki i pierwsze krople dopadają mnie w Zalesiu przy wjeździe na drogę 73, z której dosyć szybko skręcam na Chałupki. Już nie cieszą mnie krajobrazy a martwi ewentualna ulewa, na szczęście mam do czynienia z pojedynczymi zupełnie delikatnymi kroplami deszczu, ale kurtki trzepotki nie zdejmuję już do końca.
Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie
Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie © teich
Przez Chomentów, Stanowice dojeżdżam do Sobikowa i tu już zaczyna regularnie padać deszcz i popełniam kolejny błąd tym razem skutkujący dodatkowymi 5 kilometrami oraz sporym podjazdem , na szczęście ostatnim w tej eskapadzie. Kilka kilometrów za Sobikowem deszcz ustał , jednak nogi moczyłem jeszcze długo do wody zalegającej na asfalcie. Na stację w Jędrzejowie dojechałem 35 minut przed odjazdem pociągu co pozwoliło mi się jeszcze przebrać w suche ciuchy na podróż i zrobić małe zakupy na podróż w położonej na przeciw stacji biedronce.
Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów
Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów © teich
  • DST 73.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 05:12
  • VAVG 14.04km/h
  • VMAX 33.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 2196kcal
  • Podjazdy 704m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie Opatów- Widełki Daleszyckie

W części pierwszej rozpisałem się, bo ciągła walka z wiatrem , z podjazdami , z nawigowaniem zapadłą głęboko w pamięć o tyle drugiego dnie można stwierdzić, że wszystko to już było dzień wcześniej jedynie zrobiło się chłodniej. Ale do rzeczy
Z motelu wyjechałem bez śniadania, produkty kupione dzień wcześniej planowałem spożyć gdzieś w trakcie przerwy w  jażdzie. Pierwszy cel był nieodległy- chodziło o Iwaniska , jednak wcześniej postanowiłem jeszcze przejechać nadkładając kilometrów ( i metrów podjazdów) przez Modliborzyce, które znajdowały się w gminie Baćkowice. Niby taki przejazd bez większych celów poza jedną gminą więcej na serwisie zaliczgmine.pl
Poranna droga
Poranna droga © teich
Pierwszy przystanek mam przy kościele św. Bartłomieja w Strzyżowicach, gdzie dotarłem gdy przegapiłem skręt w prawo na Modliborzyce. Kościół okazał się mieć otwarty krużganek więc oczywiście zrobiłem fotki również wewnątrz.
Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice
Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice © teich
Próba pozyskania potwierdzenia do kolarskiej odznaki pielgrzyma spełzła jednak na niczym. Stąd ciągle pełen zapału ruszam znów na zachód ku Modliborzycom. Dla porządku tylko wspomnę ,że oczywiście pod wiatr i oczywiście pod górę, tylko nie aż tak stromy jak te wczorajsze ale za to dłuuuuugi. Do Modliborzyc dojechałem bez historii, na miejscu ukazał się kościół, a jakże na górce. . Ale podjechałem wszak to były pierwsze kilometry dzisiejszej wyprawy. Kościół był otwarty więc i tutaj zrobiłem fotki wnętrza, ale i tu również księdza żadnego nie zastałem nawet na położonej vis'a'vis plebani.
Kościół w Modliborzycach
Kościół w Modliborzycach © teich
Ale za to z Modliborzyc do Iwanisk dojechałem prawie bez pedałowania i z górki i z wiatrem taka odmiana!
W Iwaniskach poza małym rynkiem i kościołem ( otwarta kruchta) nie było na czym zawiesić oka, ale godzina była doskonała aby zjeść śniadanie, więc na ławeczce przed urzędem skonsumowałem produkty zakupione wczorajszego dnia w Opatowie i Ćmielowie.
Iwaniska - miejscowy kościół
Iwaniska - miejscowy kościół © teich
Po konsumpcji ruszam do drugiego punktu na dzisiaj, a tak na prawdę najważniejszego z całego wypadku-  ruin zamku Krzyżtopór w Ujeździe położonym ze 3 km od Iwanisk. Początek pod górę ale potem długi zjazd do z dala widocznych ruin zamku.
A  przed zamkiem mrowie młodzieży- trwa sezon wycieczek szkolnych , a zamek Krzyżtopór to nie w kij dmuchał zabytków, kiedyś zabytek klasy 0, teraz ta klasyfikacja nie obowiązuje.
Nie zwiedzam, byłem tu już dwukrotnie, tym razem chciałem dojechać na rowerze zgodnie z regulaminem KOT do stopnia dużego.
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe © teich
Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego
Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego © teich
Ponieważ nie byłem pewien dalszej jazdy w kierunku Bogorii zapytałem o drogę trzech meneli pod sklepem. I to był błąd po 10 minutach dalej między sobą uzgadniali jak jechać itd. Myślę ,że byli tym zajęci jeszcze prze wiele minut jak pojechałem bez pożegnania sam wybierając drogę i co najważniejsze - dobrą, jadąc przez Radwan, Grzybów i Małą Wieś i zaliczając podjazd , który na zjeździe pokazywał 6% ale i i chyba tyle samo było na podjeździe od mojej strony.
W Bogorii mała inspekcja miejscowego rynku i dłuższa kościoła i tu trafiam na sympatycznego księdza, który podbija mi pierwszą pieczątkę z kościoła na całej trasie.
Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej
Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej © teich
Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej
Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej © teich
Kilka minut na odsapnięcie i dalej tym razem na Raków jakąś podrzędną wg mapy drogą o jak się okazało bardzo dobrej jakości aż do granic z gminą Raków, tam było gorzej ale jeszcze do przyjęcia. W miłych okolicznościach przyrody docieram do Rakowa, gdzie również robię objazd miejscowości i otwartego kościoła.
Fontanna z rakami na rynku w Rakowie
Fontanna z rakami na rynku w Rakowie © teich
Po krótkim włóczeniu się po tej wsi i nie znajdując żadnych pamiątek po Braciach Polskich, czyli naszym rodzimym i zasłużonym odłamie Reformacji opuszczam miejscowość kierując się drogą przez Drogowle i Korzenno do Widełek Daleszyckich, gdzie nocuję w agroturystyce Kuźnia, którą polecam . Za 200 dostałem obiad złożony z pysznej zupy pokrzywowej ( są laureatami jakichś konkursów kuchni regionalnej) fury placków ziemniaczanych, i solidnej salaterki gulaszu,że o sałatce nie wspomnę- oczywiście menu było wcześniej ustalone i czekało na mnie.  I tym razem kończę dzień gorącym prysznicem oraz dwoma browarami kupionymi w miejscowym sklepie u Joanny.
Czarownice nie tylko na Łysej Górze
Czarownice nie tylko na Łysej Górze © teich


  • DST 74.00km
  • Czas 06:00
  • VAVG 12.33km/h
  • VMAX 48.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 2413kcal
  • Podjazdy 748m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie - Sandomierz-Opatów

Wypad rowerowy zaplanowany od miesiąca z założeniem ,że pod koniec maja chyba nie będzie problemów z pogodą. I to pierwsze założenie pęka na wstępie, bo wtorek był wietrzny, środa była wietrzna i niestety czwartek także okazał się wietrzny, a jak wiadomo w Kieleckim nawet jak gdzie indziej ledwie dmucha to tu piździ. I niestety przy założonym kierunku jazdy ze wchodu na zachód zimny wiatr był domeną całego wyjazdu, ale na podsumowanie przyjdzie czas.
Z niewielkiego dworca w Sandomierzu, który jest na prawym brzegu Wisły wysiadam wraz z ociężałym rowerem na niski peron i o ile w pociągu sądziłem ,że jest zimno bo działa klima, to na peronie okazuje się, że jest zimno bo jest zimno.
Sandomierskie zabytki widziane z mostu na Wiśle
Sandomierskie zabytki widziane z mostu na Wiśle © teich
Wisła jeszcze przed połączeniem z Sanem
Wisła jeszcze przed połączeniem z Sanem © teich
Szkoda czasu na pieszczoty ruszam,  przez most na Wiśle i jadę pod skarpę wiślaną aż do drogi 777 , która ma mnie wyprowadzić na właściwy kierunek. Na moście, w otwartym terenie czuję siłę wiatru i jego działanie nie tylko intensyfikujące chłód ale również spowalniające poruszanie się,  niemniej już na pierwszym podjeździe okazuje się ,że wyjazd będzie pod znakiem intensywnej pracy przerzutek. Przy dojechaniu do Biedronki, za którą odbija droga na Zawichost mam już mokre od potu koszulki na plecach. Niby jest mi ciepło ale dokuczliwy chłodny wiatr wiejący teraz częściowo od przodu a częściowo z boku odbiera mi dość szybko poczucie termicznego komfortu. I tak walcząc z materią ciała dojeżdżam przez Dwikozy do Słupczy, gdzie zgodnie z rozpiską mam wypatrywać skrętu w lewo z ogólnym kierunkiem na dwór w Śmiłowie. Zaplanowany skręt znajduję prawie po przejechaniu całej miejscowości, odbijam w lewo i.... mam przed sobą podjazd z nachyleniem 6%. Jest ciężko ale tylko do połowy. Od połowy zaczynam pchać rower pod górę  idąc z buta.  Mija mnie traktor ale jego silnik również pracuje z dużym wysiłkiem , co usprawiedliwia moją decyzję podejścia pieszego .. Każdy podjazd się kiedyś kończy i jak już będąc na w miarę wypłaszczonym terenie, ruszam dalej naciskając na pedały . I niestety zamiast cieszyć się widokami to klnę na otwarty teren po którym wiatr hula bez ograniczeń.
W pewnym momencie dosyć zaskoczony widzę tablice Psary, co koresponduje z moją rozpiską nawigacyjną by uważać na mało czytelny skręt na Prusy,  skręt odnajduję bez problemu i zmiana kierunku z czołowego na wiatr na boczny do wiatru przynosi trochę ulgi i jeszcze kilka kilometrów i pierwszy zaplanowany obiekt - dwór w Śmiłowie.
Zabytkowy dwór w Śmiłowie
Zabytkowy dwór w Śmiłowie © teich
Odbijam się od zamkniętych drzwi- trzeba telefonicznie uzgadniać chęć zwiedzenia. Patrzę więc jedynie przez okna do wnętrza i widzę sporo ciekawych sprzętów dworskich. Może kiedyś będzie okazja zwiedzić w środku? Tymczasem ruszam dalej podbudowany , że za mną już 43 z zaplanowany około 70 kilometrów. O naiwności- to nie był dystans tylko prędkość maksymalna, wyszło to dopiero ze 2 godziny drogi dalej, gdy zmęczenie wzrosło a pokonany dystans stanął w miejscu.
Ale wracając do wypadu przed sobą miałem środkową część trasy , stosunkowo najłatwiejszą nawigacyjnie. Ogólny kierunek znów na zachód czyli czołowo na wiatr ale z niewielkimi podjazdami. I tak młócąc korbą dojechałem do celu nr 2 na ten dzień czyli Ćmielowa a w nim do żywego muzeum porcelany.
Fabryka porcelany w Ćmielowie
Fabryka porcelany w Ćmielowie © teich
W muzeum nie byłem , ale kwadrans spędziłem w przyfabrycznym sklepie i jednocześnie części muzeum- nie tyle ciekawiły mnie przedmioty co możliwość zagrzania się z przepoconymi koszulkami. W pewnym momencie nawet zajaśniało słońce co wykorzystałem na skierowanie się do sklepu i zjedzenie pierwszego posiłku , choć było to po 13. Przerwa na konsumpcję pod  Stokrotką trwała coś koło pół godziny, niedojedzone parówki spakowałem do sakwy i ruszyłem dalej. Odpoczynek i zaspokojenie głodu uśpiło moją czujność i zamiast skręcić  od razu na Drzenkowice dojechałem aż dwie miejscowości dalej do Grójca by uznać ,że coś jest nie tak. Tym razem rzut oka na papierową mapę pokazywał, że nadłożyłem drogi. Ale najgorsze było to, że najbliższa droga do Drzenkowic miała znów katorżnicze nachylenie, które pokonałem całe na rowerze ale z prędkością równą przemieszczającemu się piechurowi. Po wjechaniu na w miarę płaski teren widoki owszem przednie, ale ekspozycja na wiatr znów bezlitosna. Z Drzenkowic raptem może dwa kilometry do średniowiecznego  kościoła w miejscowości Wszechświęte. 
Kościół pw. Wszystkich Świętych w miejscowości Wszechświęte
Kościół pw. Wszystkich Świętych w miejscowości Wszechświęte © teich
Kościół nawet widzę z daleka- stoi na wzgórzu (jak prawie wszystkie kościoły w tych okolicach) Ale na około kilometr przed kościołem okazuje się ,że moja droga odbija w prawo gdzie indziej , niż widziany z daleka kościółek. Niemniej od rozstajów dosłownie może z 500 metrów i melduję się przy średniowiecznym kościele p.w. Wszystkich Świętych- stąd zapewne nazwa miejscowości. Niestety odrzwia zamknięte- nic nie zobaczę z wnętrza.
Dwie fotki , cel nr 3 odkreślam i siadam na rower jadąc  już ostatecznie do Opatowa. Po drodze okazuje się , że widoczny z daleka kościół, to kościół obronny w Ptkanowie, ale jestem już tak umęczony kolejnymi podjazdami , które na takich bocznych drogach nie mają nawet informacji o stromości podjazdów, że gdy przejeżdżam obok kierunkowskazu do tego kościoła i widzę jaką wysokość znów mam pokonywać w pionie  odpuszczam. Dalsza droga do Opatowa jest już w miarę łatwa i kierunek wiatru mam trochę z boku trochę w plecy, taka odmiana.
W Opatowie melduję się ok 16, ale nie ma chętnych oprócz mnie na zwiedzanie, więc pani powiedziała bym zjawił się o 17 , wtedy otworzy kolegiatę i oprowadzi mnie z innymi turystami. Objeżdżam więc Opatów i 17 melduję się w PTTKu , niestety dalej jestem jedynym chętnym do zwiedzenia kolegiaty, ale pani nie robi już problemów i za 10 zł wejściówki oprowadza mnie po bieżnie po wnętrzu, ale wiadomości płyną jej prawdziwą rzeką z ust , widać, że chętnie poświęciła by mi 2 godziny a nie 2 kwadranse.
Wnętrze kolegiaty pw. św. Marcina - perła Opatowa
Wnętrze kolegiaty pw. św. Marcina - perła Opatowa © teich
Brama Warszawska w Opatowie
Brama Warszawska w Opatowie © teich
A jest co podziwiać we wnętrzach tego kościoła. Wyszedłszy ok 17.30 konstatuję, że nie przypiąłem w ogóle roweru- na szczęście nie trafił się żaden zły człowiek i nie odjechał rowerem z prawie całym moim dobytkiem wyjazdowym. Pytam jeszcze o bankomat i tu jest zagwozdka , we wskazanym przez panią miejscu nie było bankomatu, ale była inna uczynna pani, która zapytała swoją sąsiadkę, która zapytała córkę, która powiedziała, że bankomat będzie na pewno przy Biedronce. Na szczęści tam był i po pobraniu pieniążków i zrobieniu małych zakupów na kolację udałem się do Okaliny, gdzie wcześniej miałem umówiony nocleg pokonując siłą woli i ostatkiem sił kolejny podjazd. 
W motelu gorący prysznic postawił mnie na nogi i podniósł na tyle morale, że produkty kupione na kolację postanowiłem przechować na jutrzejsze śniadanie  a sam skorzystałem z kuchni zajazdu i  z lubością pochłonąłem bryzol wieprzowy  podlany ciemnym piwem.
Po 20 gdy zamykali część jadalną zajazdu pan z obsługi pozwolił mi wstawić rower do środka knajpy.  Wstawiając natknąłem się na innego pana z mopem, który czyścił podłogę , już się nastawiałem na przepraszanie, ale okazał się i ten drugi chłopak przyjaźnie nastawiony, nawet pomógł mi operować rowerem z doczepionymi sakwami między stolikami .
I tak zamknąłem dzień pierwszy, bo po położeniu się na chwilę na łóżku zasnąłem kamiennym snem.
  • DST 73.00km
  • Czas 07:01
  • VAVG 10.40km/h
  • VMAX 43.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Kalorie 2760kcal
  • Podjazdy 744m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 13 marca 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Ożarów i nadwiślane okolice

Dosyć szybko uwinąłem się z pracą i już około 12 mogłem wracać do domu. W planach miałem jeszcze drogę krzyżową ale to na 18.30 więc starczyło czasu na pętlę po okolicach Ożarowa. O ile musze przyznać ,że jakość tamtejszych asfaltów na bocznych drogach jest znakomita, to moja wytrzymałość na całkiem stromych podjazdach pod skarpę starorzecza Wisły była dramatycznie słaba. Przyznaję się- nie byłem w stanie podjechać nawet do 1/3 długości wzniesienia, a znak drogowy informował, że tam raptem nachylenie około 4 %. Szkoda mi było energii i łańcucha , szczególnie, że to nie była nawet połowa dystansu a i zaledwie pierwsze dni sezonu rowerowego 2026.
Okolice Ożarowa tego  w powiecie opatowskim
Okolice Ożarowa tego w powiecie opatowskim © teich
  • DST 44.00km
  • Czas 02:35
  • VAVG 17.03km/h
  • Sprzęt Basso
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 12 marca 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Krótki spacer rowerowy po Sosnowcu

Bardzo krótki spacer, ale treściwy w sensie spełnienia kolejnego celu krajoznawczego. A tym celem był trójkąt trzech cesarzy, czyli miejsce połączenia Białej Przemszy ( tej co płynie przez Pustynię Błędowską- kolejne miejsce krajoznawcze do odwiedzenia rowerowego) i Czarnej Przemszy. Z kolei miejsce , w którym połączone wody już jako Przemsza uchodzą do Wisły w okolicach Oświęcimia i od którego to miejsca rozpoczyna się liczenie kilometrów naszej królowej rzek miałem odwiedzone już we wrześniu 2022 . W Sosnowcu poza dzielnicą Jęzor ( ta z trójkątem trzech cesarzy), Niwką , Bobrkiem odwiedziłem również Bór położony po drugiej stronie trasy S1.
Trójkąt trzech cesarzy w Sosnowcu
Trójkąt trzech cesarzy w Sosnowcu © teich
  • DST 5.00km
  • Teren 4.00km
  • Sprzęt Basso
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 sierpnia 2025 Kategoria wwsW, znasz li ten kraj

Dodomowo- Rezerwat Morysin

Wczoraj postanowiłem skręcić w jedną ze ścieżek odchodzących od ulicy Łuczniczej by zaspokoić swoją ciekawość dokąd ona biegnie. Ośmieliło mnie, że z naprzeciwka podążał na elektryku inny cyklista więc liczyłem ,że to nie będzie droga tam i z powrotem.
Okazało się ,że kieruje się ku mostkowi nad jazem piętrzącym stawy wilanowskie. Po przejściu kładki zanurzyłem się w teren rezerwatu Morysin. Bardzo klimatyczne miejsca, a przez rezerwat biegnie czarny szlak turystyczny więc eksploracja po ścieżkach nie grozi jakimiś niespodziewanymi nieprzyjemnościami. Twarda ubita ścieżka była łatwa do pokonania rowerem a widoki zielonych wilanowskich  terenów przypałacowych dały inną perspektywę spojrzenia na ten okazały zabytek. Tak mi się spodobało ,że na pewno pojadę tamtędy nie jeden raz. by dojechać z drugiej strony do ciągle jeszcze remontowanej Vogla. reszta to tradycyjnie przejazd cyklostradą na Powsin a potem przez Konstancin, Siedliska, Żabieniec  ku domowi. 
Za chwilę zanurzę się w rezerwacie Morysin
Za chwilę zanurzę się w rezerwacie Morysin © teich
Sadurka czyli Potok Służewiecki kieruje się po przekroczeniu jazu ku Wilanówce
Sadurka czyli Potok Służewiecki kieruje się po przekroczeniu jazu ku Wilanówce © teich
Most rzymski z kompleku pałacu wilanowskiego widziany z drugiej strony stawu.
Most rzymski z kompleku pałacu wilanowskiego widziany z drugiej strony stawu. © teich
  • DST 32.00km
  • Teren 3.00km
  • Czas 02:05
  • VAVG 15.36km/h
  • Temperatura 24.0°C
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl