Poniedziałek, 10 lipca 2023
Kategoria znasz li ten kraj
Spacer rowerowy po Wieliczce
Miałem okazję dwukrotnie w życiu być w Wieliczce, za każdym razem poznając szlaki turystyczne tutejszej kopalni soli. Są imponujące. Ale Wieliczka to także ciekawe obiekty na ziemii. Tym razem poświęciłem dwie godziny by na rowerze przemieszczać się pomiędzy kościołami: będącym w centrum bardzo ciekawym kościołem św. Klemensa, który był na szczęście otwarty, również ciekawym ale tylko kruchta kościołem Franciszkanów i zamkniętym, modrzewiowym kościołem pw. św. Sebastiana, którego zdobycie wymagała podjazdu niczym zdobywanie premii górskiej na etapie Tour de Pologne. Potem wziąłem się za obiekty świeckie- szyby Regis i Daniłowicza, Zamek Żupny oraz obydwa rynki dolny i górny. Na koniec chwila odpoczynku w parku pod Baranem. Podobało się, i chyba innym też biorąc pod uwagę tłumy turystów.

Wielickie kościoły (prawy górny to zamek żupny - mój błąd) © teich

Wielickie zabytki naziemne © teich

Niewielki park pod Baranem © teich

Widok z Barana w kierunku Krakowa i mostu przez Wisłę do Nowej Huty © teich

A w parku pod Baranem takie oto ławeczki solarne - 21 wiek © teich

Można przez przewód usb podładować sobie komórkę, połączyć komórkę z ławeczką i odtwarzać mp3. Taka ciekawostka © teich

Wielickie kościoły (prawy górny to zamek żupny - mój błąd) © teich

Wielickie zabytki naziemne © teich

Niewielki park pod Baranem © teich

Widok z Barana w kierunku Krakowa i mostu przez Wisłę do Nowej Huty © teich

A w parku pod Baranem takie oto ławeczki solarne - 21 wiek © teich

Można przez przewód usb podładować sobie komórkę, połączyć komórkę z ławeczką i odtwarzać mp3. Taka ciekawostka © teich
- DST 9.40km
- Sprzęt Basso
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 7 lipca 2023
Dopracowo
Wczoraj odebrałem z paczkomatu rogi na kierownicę i nowe siodełko do Romka, bo na dotychczasowym jednak jakoś tak mi się dziwnie i mało komfortowo siedziało. Po wieczorowym montażu piątkowy dojazd do pracy by wypróbować nowe nabytki.

Romek otrzymała nowe nabytki rogi i siodełko. Z nowej pensji będą nowe platformy i nowy bagażnik. © teich
Wizja roweru turystycznego nabiera kształtów. Niestety przy okazji montażu odkryłem , że lewy pedał jest pęknięty. Szybko zmieniłem na pedał z roweru córki i niestety razi w oczy że prawy inny niż lewy. Trzeba z tym żyć do nowej pensji.

Romek otrzymała nowe nabytki rogi i siodełko. Z nowej pensji będą nowe platformy i nowy bagażnik. © teich
Wizja roweru turystycznego nabiera kształtów. Niestety przy okazji montażu odkryłem , że lewy pedał jest pęknięty. Szybko zmieniłem na pedał z roweru córki i niestety razi w oczy że prawy inny niż lewy. Trzeba z tym żyć do nowej pensji.
- DST 33.00km
- Czas 01:43
- VAVG 19.22km/h
- Kalorie 1214kcal
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 6 lipca 2023
Do i odpracowo
No tom sobie do pracy skoczył na szosówce a nie trekingu. To się mknie, inna jakość jazdy i inna prędkość.
- DST 64.20km
- Czas 03:12
- VAVG 20.06km/h
- Kalorie 2435kcal
- Sprzęt Basso
- Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 5 lipca 2023
Kategoria wwsW
Przedpracowa okrętka i odpracowo
Bardzo wcześnie pojawiłem się w pracy bo musiałem wstawić samochód na warsztat. Do rozpoczęcia szychty została ponad godzina więc szybka przebiórka i pojeździłem jeszcze rowerem po okolicznych zbiornikach wodnych.. Odwiedziłem m.in koniec północnego plosa Jeziora Czerniakowskiego, Fosę Wolicką, Staw Łyżwiarski, ujście Wilanówki do Wisły, Wilanówkę, Jezioro Powsinkowskie i w końcu spóźniłem się do pracy. Cała przyjemność po mojej stronie.

Północne krańce Jeziora Czerniakowskiego © teich

Kawałek Stawu Łyżwiarskiego © teich

Zasiadka nad Wisła © teich

Wisła widziana w kierunku południowym od ujścia Wilanówki i przy okazji zrzutni wody z EC Siekierki © teich

Północne krańce Jeziora Czerniakowskiego © teich

Kawałek Stawu Łyżwiarskiego © teich

Zasiadka nad Wisła © teich

Wisła widziana w kierunku południowym od ujścia Wilanówki i przy okazji zrzutni wody z EC Siekierki © teich
- DST 57.20km
- Teren 24.00km
- Czas 03:18
- VAVG 17.33km/h
- Kalorie 2083kcal
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 4 lipca 2023
dopracowo i popracowa okrętka
W którymś z bikestatowych wpisów doczytałem się ,że dziś jest święto hotdogów. Jako żywo przypomniało mi się gdy w podstawówce na początku lat 80 tych poszliśmy z kolegą Andrzejem na hotdogi do prywatnego kantorka w Legionowie tuż koło stacji. Wtedy to była ulica PZPR, dziś ulica Piłsudskiego. Pierwszy nasz hotdog w życiu to była wydrążona bułka z gęstym sosem/ farszem pieczarkowym. Takie były czasy. Dziś jak się w chodzi na Orlen to zaczyna się przepytywania a jakie pieczywo, a jakie parówki lub kiełbaski , jakie sosy, jakie napoje. Świat się zmienił i niestety ja już się zestarzałem. Nie uczczę jednak tego "święta" konsumpcją hotdoga wszak to niemieckie danie. Wolę tradycyjne polskie kebaby.

Plaża nad Jeziorem Czerniakowskim © teich

Woda dla ochłody © teich

Plaża nad Jeziorem Czerniakowskim © teich

Woda dla ochłody © teich
- DST 42.70km
- Teren 9.00km
- Czas 02:28
- VAVG 17.31km/h
- Temperatura 17.0°C
- Kalorie 1586kcal
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 3 lipca 2023
Do i odpracowo
Nie miałbym czego napisać, gdyby przy powrocie nie dął mocny ale ciepły wiatr, czasami trudno było pedałować w wolnym korytarzu ulicy Płaskowickiej.. Powrót częściowo po ścieżce wzdłuż torowiska kolejki piaseczyńskiej.

Rozjazd dawnej mijanki na stacji Głosków- Zielona kolejki piaseczyńskiej © teich

Rozjazd dawnej mijanki na stacji Głosków- Zielona kolejki piaseczyńskiej © teich
- DST 60.80km
- Teren 6.00km
- Czas 03:30
- VAVG 17.37km/h
- Kalorie 1131kcal
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 30 czerwca 2023
Po lody
Ostatniego dnie czerwca solenizantkami są Lucyny i Emilie, zatem do sklepu po lody.
Przy okazji podsumowuję udany rowerowo czerwiec z rekordowym przebiegiem - 1165 km
Przy okazji podsumowuję udany rowerowo czerwiec z rekordowym przebiegiem - 1165 km
- DST 4.00km
- Czas 00:27
- VAVG 8.89km/h
- Kalorie 147kcal
- Sprzęt Sklepownik
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 30 czerwca 2023
Na stację i od stacji
Przy okazji zatrzymałem się przy paczkomacie i zerknąłem do społecznej biblioteki w lodówce a tam taka ciekawa książka. Będzie co poczytać.

Ktoś wyrzucił tę książkę jako zbyteczną a ja od razu wziąłem się za lekturę. © teich

Ktoś wyrzucił tę książkę jako zbyteczną a ja od razu wziąłem się za lekturę. © teich
- DST 23.00km
- Czas 01:01
- VAVG 22.62km/h
- Kalorie 845kcal
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 30 czerwca 2023
Kategoria znasz li ten kraj
Garb Lubawski
Piątkowa wycieczka była zaplanowana już ponad 10 lat temu i czekała na dogodną chwilę, która nadeszła w piątek , w ostatni dzień czerwca. Wszystko zagrało, dzień urlopu, pogoda bez upału, komunikacja pociągowa, ochota do jazdy i wewnętrzne oczekiwanie.
Początek był wyzwaniem, bo trzeba było wstać o godzinie 3 rano, na szczęście o tej porze roku to już jest poranna szarówka. Dojazd rowerem do stacji Piaseczno na pierwszy pociąg do Warszawy, czyli na dworcu piaseczyńskim meldowałem się już o 4.25. Potem kilka minut na bilet z automatu a potem już na spokojnie obserwowałem schodzących się powoli podróżnych.

W oczekiwaniu na pierwszy pociąg na dworcu w Piasecznie © teich
Kilkanaście minut na dojazd do stacji Warszawa Zachodnia peron 9, potem dłuuuugi spacer aby dostać się do kładki nad budowanymi peronami Warszawy Zachodniej potem schodami w dół do hali dworcowej i by nie tracić czasu kolejny zakup w automacie tym razem bilet na pociąg Słoneczny, który kursuje do Ustki, przy czym ja wysiadam w połowie trasy na stacji Iława Główna. Pociąg Słoneczny to chyba jedna z bardziej dochodowych relacji Kolei Mazowieckich. Tłumów w nim nie było, jednak miejsce na rowery było szczelnie wypełnione. Może dożyję czasów by ten pociąg prowadził dodatkowy wagon do przewozu rowerów jak to jest w jednym z pociągów Kolei Dolnośląskich kursującym w Karkonosze.

Na pokładzie Słonecznego zmieściło się w jednym krańcu 10 rowerów. Po drugiej stronie pociągu było ich równie wiele. © teich
O godzinie 7.50 wysiadam w Ilawie i moje poświęcenie poranne miało sens- teraz praktycznie cały dzień mam na jazdę. W praktyce - muszę być w Działdowie na stacji najpóźniej o 13.45 by zdążyć na bezpośredni pociąg do Góry Kalwarii. To taka ciekawostka- z Góry Kalwarii nie ma żadnego bezpośredniego pociągu w ciągu doby do Działdowa, a z Działdowa są takie dwa jadące w relacji do Góry Kalwarii. Tak więc warunki brzegowe znam już na początku zostaje zatem wypełnić wnętrze radosną jazdą i poznawaniem Polski.
W każdym mieście mam zawsze na początek pewną trudność- jak wydostać się w określonym kierunku. W Iławie, przyszedł mi z pomocą zagadnięty taksówkarz, który wyczerpująco i jasno opisał wyjazd do tego po krótkim wypytywaniu gdzie i jak jadę przestrzegł przed krajową 15 do Lubawy. Podziękowałem i ruszyłem w drogę.
Pierwsze 12 kilometrów do Sampławy to bajka-poranny las, ciepło, pruskie klimaty nielicznych budynków i po przekroczeniu mostu na Drwęcy zaczyna się przygoda z Garbem Lubawskim.

Drwęca- rzeka graniczna między piastami chełmińskimi i krzyżakami ale również między Prusami i województwem pomorskim w 1939 © teich
Od mostu na Drwęcy w Rodzonych do wjechania w drogę nr 15 w Sampławie pozostało ok 2 kilometrów. Za to od Sampławy do Lubawy krajowa 15 spełnia czarny scenariusz przywołany przez taksówkarza z Iławy- jest wąsko jest duży ruch ciężarówek, nie ma pobocza. Dość powiedzieć ,że te 3,5 kilometra były koszmarem. Dwa razy ciężarówka omal się o mnie otarł, a jeden raz ok 500 metrów od skrętu na Lubawę zepchnęła mnie na koślawe pobocze. Dramatycznie i niestety bez żadnej alternatywy.
Nie mniej już w okolicach 9 jestem w Lubawie i rozkoszuję się klimatem tego małego miasteczka będącego stolicą ziemi lubawskiej.
Trafiam na otwarte kościoły, jednak w najważniejszym z nich - kościele św. Anny trwa msza i nie zdobywam się na czekanie by obejrzeć bogate wnętrze. Zapominam o spojrzeniu do notatek i tym samym pomijam drewniany kościół św. Barbary. Szkoda, może jeszcze kiedyś będzie okazja?

Ruiny zamku biskupów chełmińskich w Lubawie. © teich
Wyjeżdżając z Lubawy popełniam kolejny błąd, zamiast wyjechać prosto z miasta i od razu kierować się na Rybno wyjeżdżam "obwodnicą" i do drogi obierającej , jak mi się wydawało "właściwy" kierunek dobijam z obwodnicą jakieś 300 metrów za tym skrętem, co przy nieświadomości powoduje, że przez kolejne kilometry wypatruję bezcelowo odpowiedniego drogowskazu. Ale za to krajobrazy z nawiązką odpłacają mi te kilometry.

Rolnicze krajobrazy na Garbie Lubawskim © teich
Dopiero widząc kierunkowskaz Świniarc coś mnie zastanowiło i wyciągnąłem mapę i już teraz bez kłopotu może nie najkrótszą drogą, ale bardzo spokojną i krajobrazową obieram kierunek na Rybno. I zaczęło się - garby lubawskie się zaczęły, niektóre podjazdy dość intensywne dla serducha. W Świniarcu przy ostatnim domu widzę krzątającego się człowieka, dopytuje jeszcze o drogę, ale potwierdza, że jadę prawidłowo.
Kolejna miejscowość to Zwiniarz z ciekawym kościołem , do tego otwartym.

Kościół pw. świętego Mikołaja w Zwiniarzu © teichOkazało się ,ze będzie pogrzeb więc zwijam się i dalej w drogę w kierunku Rybna. W Truszczanach miałem skręcić na Rumian, ale nie zauważyłem kierunkowskazu, uczyniłem to dopiero po osiągnięciu kolejnej miejscowości -Dębienia. I wjeżdżając w kolejną bardzo lokalną drogę jadę na Rumian, a potem z Rumina bezpośrednio na Dąbrówno.

Rumian wioska nad Strugą Rumiańską- zabytkowy młyn © teich
Odcinek z Rumiana do Dąbrówna jest zdecydowanie najtrudniejszy (podjazdy) jak również ma najgorszą z przejechanych tego dnia nawierzchni, co jest szczególnie odczuwalne już na zjazdach z Lewałdu ( miejscowość graniczna z Prusami w 1939) do Dąbrówna, które osiągam ok 10.45.

Kościół ewangelicko-metodystyczny w Dąbrównie (według nazewnictwa pruskiego Gilgenburg) © teich
Dąbrówno to niewielka miejscowość gminna położona na niewielkim przesmyku między dwoma jeziorami Dąbrową Małą i Dąbrową Dużą. Zwiedzam co mam do zobaczenia, sprawdzam jeszcze miejscowy kemping jako potencjale miejsce do namiotowania i jadę do sklepu na śniadanie. Zrobiła się 11, i najwyższa pora by coś zjeść. Obserwując jednym okiem chmury konstatuję ,że idzie na deszcz lub co gorsza na burzę a do Działdowa drogę oceniam na ponad 30 kilometrów, drogę co do której spodziewam się, że mogą być takie podjazdy jak na odcinku z Rumiana.
Więc 11.40 po zjedzeniu pączka i wypiciu małej koli od rzemieślniczego wytwórcy ruszam na rower pozostawiając większą połowę śniadania na konsumpcję już w Działdowie. Na szczęście po wyjeździe z Dąbrówna na Uzdowo asfalt staje się wzorowy, a kolejne hopki nie sprawiają większego problemu, jednak obawa by nadaremno nie zmoknąć bierze gorę i w Uzdowie nie szukam miejscowego pomnika grunwaldzkiego tylko bez zatrzymania dokręcając tempo zmierzam do Działdowa , w którym melduję się zaskoczony już o 12.45 czyli na trasę ok 25 kilometrów 65 minut. Fajno - tym samym wygospodarowałem godzinę na zwiedzenie Działdowa, a potem jeszcze na stację, na peronie dokończenie śniadania rozpoczętego w Dąbrównie i do domu.

Działdowo- zabytkowy budynek dawnego ratusza na Placu Mickiewicza © teich
Krótko podsumowując:
- nie wziąłem ze sobą szosówki bo bałem się tragicznych asfaltów, jednak jak się okazało poza odcinkiem Rumian Dąbrówno, pozostałe odcinki miały nawierzchnię dobrą lub bardzo dobrą.
- podjazdy - niestety dla mnie warszawskiego cyklisty były one męczące
- trasę traktowałem jako mały rekonesans do objazdu weekendowego z nocowaniem pod namiotem, na pewno byłoby kilka ciekawych miejscówek by rozbić się na dziko jak np nad Jeziorem Zwiniarz czy jeziorem Rumian lub na kempingu w Dąbrównie
-trasa wybitnie widokowa, zabytki raczej tylko w większych wsiach gminnych, natomiast jak ktoś lubi klimaty pól lasów, jezior, górek - będzie usatysfakcjonowany,
-łatwy dojazd koleją pociągami regionalnymi czy do Iławy czy do Działdowa czy do Ostródy
in minus- jazda krajową 15- dramatycznie niebezpieczna- droga bardzo uczęszczana, po mazursku wąska, do tego po prusku obsadzona drzewami, praktycznie bez pobocza i niestety o zniszczonej nawierzchni od intensywnego ruchu
Początek był wyzwaniem, bo trzeba było wstać o godzinie 3 rano, na szczęście o tej porze roku to już jest poranna szarówka. Dojazd rowerem do stacji Piaseczno na pierwszy pociąg do Warszawy, czyli na dworcu piaseczyńskim meldowałem się już o 4.25. Potem kilka minut na bilet z automatu a potem już na spokojnie obserwowałem schodzących się powoli podróżnych.

W oczekiwaniu na pierwszy pociąg na dworcu w Piasecznie © teich
Kilkanaście minut na dojazd do stacji Warszawa Zachodnia peron 9, potem dłuuuugi spacer aby dostać się do kładki nad budowanymi peronami Warszawy Zachodniej potem schodami w dół do hali dworcowej i by nie tracić czasu kolejny zakup w automacie tym razem bilet na pociąg Słoneczny, który kursuje do Ustki, przy czym ja wysiadam w połowie trasy na stacji Iława Główna. Pociąg Słoneczny to chyba jedna z bardziej dochodowych relacji Kolei Mazowieckich. Tłumów w nim nie było, jednak miejsce na rowery było szczelnie wypełnione. Może dożyję czasów by ten pociąg prowadził dodatkowy wagon do przewozu rowerów jak to jest w jednym z pociągów Kolei Dolnośląskich kursującym w Karkonosze.

Na pokładzie Słonecznego zmieściło się w jednym krańcu 10 rowerów. Po drugiej stronie pociągu było ich równie wiele. © teich
O godzinie 7.50 wysiadam w Ilawie i moje poświęcenie poranne miało sens- teraz praktycznie cały dzień mam na jazdę. W praktyce - muszę być w Działdowie na stacji najpóźniej o 13.45 by zdążyć na bezpośredni pociąg do Góry Kalwarii. To taka ciekawostka- z Góry Kalwarii nie ma żadnego bezpośredniego pociągu w ciągu doby do Działdowa, a z Działdowa są takie dwa jadące w relacji do Góry Kalwarii. Tak więc warunki brzegowe znam już na początku zostaje zatem wypełnić wnętrze radosną jazdą i poznawaniem Polski.
W każdym mieście mam zawsze na początek pewną trudność- jak wydostać się w określonym kierunku. W Iławie, przyszedł mi z pomocą zagadnięty taksówkarz, który wyczerpująco i jasno opisał wyjazd do tego po krótkim wypytywaniu gdzie i jak jadę przestrzegł przed krajową 15 do Lubawy. Podziękowałem i ruszyłem w drogę.
Pierwsze 12 kilometrów do Sampławy to bajka-poranny las, ciepło, pruskie klimaty nielicznych budynków i po przekroczeniu mostu na Drwęcy zaczyna się przygoda z Garbem Lubawskim.

Drwęca- rzeka graniczna między piastami chełmińskimi i krzyżakami ale również między Prusami i województwem pomorskim w 1939 © teich
Od mostu na Drwęcy w Rodzonych do wjechania w drogę nr 15 w Sampławie pozostało ok 2 kilometrów. Za to od Sampławy do Lubawy krajowa 15 spełnia czarny scenariusz przywołany przez taksówkarza z Iławy- jest wąsko jest duży ruch ciężarówek, nie ma pobocza. Dość powiedzieć ,że te 3,5 kilometra były koszmarem. Dwa razy ciężarówka omal się o mnie otarł, a jeden raz ok 500 metrów od skrętu na Lubawę zepchnęła mnie na koślawe pobocze. Dramatycznie i niestety bez żadnej alternatywy.
Nie mniej już w okolicach 9 jestem w Lubawie i rozkoszuję się klimatem tego małego miasteczka będącego stolicą ziemi lubawskiej.
Trafiam na otwarte kościoły, jednak w najważniejszym z nich - kościele św. Anny trwa msza i nie zdobywam się na czekanie by obejrzeć bogate wnętrze. Zapominam o spojrzeniu do notatek i tym samym pomijam drewniany kościół św. Barbary. Szkoda, może jeszcze kiedyś będzie okazja?

Ruiny zamku biskupów chełmińskich w Lubawie. © teich
Wyjeżdżając z Lubawy popełniam kolejny błąd, zamiast wyjechać prosto z miasta i od razu kierować się na Rybno wyjeżdżam "obwodnicą" i do drogi obierającej , jak mi się wydawało "właściwy" kierunek dobijam z obwodnicą jakieś 300 metrów za tym skrętem, co przy nieświadomości powoduje, że przez kolejne kilometry wypatruję bezcelowo odpowiedniego drogowskazu. Ale za to krajobrazy z nawiązką odpłacają mi te kilometry.

Rolnicze krajobrazy na Garbie Lubawskim © teich
Dopiero widząc kierunkowskaz Świniarc coś mnie zastanowiło i wyciągnąłem mapę i już teraz bez kłopotu może nie najkrótszą drogą, ale bardzo spokojną i krajobrazową obieram kierunek na Rybno. I zaczęło się - garby lubawskie się zaczęły, niektóre podjazdy dość intensywne dla serducha. W Świniarcu przy ostatnim domu widzę krzątającego się człowieka, dopytuje jeszcze o drogę, ale potwierdza, że jadę prawidłowo.
Kolejna miejscowość to Zwiniarz z ciekawym kościołem , do tego otwartym.

Kościół pw. świętego Mikołaja w Zwiniarzu © teichOkazało się ,ze będzie pogrzeb więc zwijam się i dalej w drogę w kierunku Rybna. W Truszczanach miałem skręcić na Rumian, ale nie zauważyłem kierunkowskazu, uczyniłem to dopiero po osiągnięciu kolejnej miejscowości -Dębienia. I wjeżdżając w kolejną bardzo lokalną drogę jadę na Rumian, a potem z Rumina bezpośrednio na Dąbrówno.

Rumian wioska nad Strugą Rumiańską- zabytkowy młyn © teich
Odcinek z Rumiana do Dąbrówna jest zdecydowanie najtrudniejszy (podjazdy) jak również ma najgorszą z przejechanych tego dnia nawierzchni, co jest szczególnie odczuwalne już na zjazdach z Lewałdu ( miejscowość graniczna z Prusami w 1939) do Dąbrówna, które osiągam ok 10.45.

Kościół ewangelicko-metodystyczny w Dąbrównie (według nazewnictwa pruskiego Gilgenburg) © teich
Dąbrówno to niewielka miejscowość gminna położona na niewielkim przesmyku między dwoma jeziorami Dąbrową Małą i Dąbrową Dużą. Zwiedzam co mam do zobaczenia, sprawdzam jeszcze miejscowy kemping jako potencjale miejsce do namiotowania i jadę do sklepu na śniadanie. Zrobiła się 11, i najwyższa pora by coś zjeść. Obserwując jednym okiem chmury konstatuję ,że idzie na deszcz lub co gorsza na burzę a do Działdowa drogę oceniam na ponad 30 kilometrów, drogę co do której spodziewam się, że mogą być takie podjazdy jak na odcinku z Rumiana.
Więc 11.40 po zjedzeniu pączka i wypiciu małej koli od rzemieślniczego wytwórcy ruszam na rower pozostawiając większą połowę śniadania na konsumpcję już w Działdowie. Na szczęście po wyjeździe z Dąbrówna na Uzdowo asfalt staje się wzorowy, a kolejne hopki nie sprawiają większego problemu, jednak obawa by nadaremno nie zmoknąć bierze gorę i w Uzdowie nie szukam miejscowego pomnika grunwaldzkiego tylko bez zatrzymania dokręcając tempo zmierzam do Działdowa , w którym melduję się zaskoczony już o 12.45 czyli na trasę ok 25 kilometrów 65 minut. Fajno - tym samym wygospodarowałem godzinę na zwiedzenie Działdowa, a potem jeszcze na stację, na peronie dokończenie śniadania rozpoczętego w Dąbrównie i do domu.

Działdowo- zabytkowy budynek dawnego ratusza na Placu Mickiewicza © teich
Krótko podsumowując:
- nie wziąłem ze sobą szosówki bo bałem się tragicznych asfaltów, jednak jak się okazało poza odcinkiem Rumian Dąbrówno, pozostałe odcinki miały nawierzchnię dobrą lub bardzo dobrą.
- podjazdy - niestety dla mnie warszawskiego cyklisty były one męczące
- trasę traktowałem jako mały rekonesans do objazdu weekendowego z nocowaniem pod namiotem, na pewno byłoby kilka ciekawych miejscówek by rozbić się na dziko jak np nad Jeziorem Zwiniarz czy jeziorem Rumian lub na kempingu w Dąbrównie
-trasa wybitnie widokowa, zabytki raczej tylko w większych wsiach gminnych, natomiast jak ktoś lubi klimaty pól lasów, jezior, górek - będzie usatysfakcjonowany,
-łatwy dojazd koleją pociągami regionalnymi czy do Iławy czy do Działdowa czy do Ostródy
in minus- jazda krajową 15- dramatycznie niebezpieczna- droga bardzo uczęszczana, po mazursku wąska, do tego po prusku obsadzona drzewami, praktycznie bez pobocza i niestety o zniszczonej nawierzchni od intensywnego ruchu
- DST 79.00km
- Czas 04:12
- VAVG 18.81km/h
- Kalorie 2903kcal
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 29 czerwca 2023
1000 pokonany!
Nawet nie wiem w którym momencie, ale tysięczny kilometr w ciągu jednego miesiąca został pokonany. Po wczorajszym powrocie do domu było już tak blisko, że wiedziałem, że nawet załamanie pogody nie będzie przeszkodą. czuję satysfakcję ,a z drugiej strony refleksję ,że gdyby tak w każdym miesiącu od kwietnia do września mieć takie przebiegi to złamałbym granicę 5000 kilometrów rocznie. Może kiedyś?, Może jak wyposażę się w dobre ubiory przeciwdeszczowe, które skutecznie będą chroniły przed deszczem ( o to łatwo), a jednocześnie nie będą termosem doprowadzającym do mokrego ciała od potu (o to wyjątkowo trudno, jeszcze takiej kurtki nie utrafiłem, choć najbliższa mym oczekiwaniom była kangurka Umbro kupiona w szmateksie.

Zza krzaka wierzby podglądałem zajęcia porannych pływaków na Jeziorze Czerniakowskim © teich

Zza krzaka wierzby podglądałem zajęcia porannych pływaków na Jeziorze Czerniakowskim © teich
- DST 63.80km
- Teren 9.00km
- Czas 03:33
- VAVG 17.97km/h
- Kalorie 2292kcal
- Sprzęt szatyn Romek
- Aktywność Jazda na rowerze


