Informacje

  • Wszystkie kilometry: 51740.75 km
  • Km w terenie: 3789.50 km (7.32%)
  • Czas na rowerze: 104d 01h 30m
  • Prędkość średnia: 19.19 km/h
  • Suma w górę: 10107 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy teich.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Wpisy archiwalne w miesiącu

Maj, 2026

Dystans całkowity:575.26 km (w terenie 72.00 km; 12.52%)
Czas w ruchu:37:51
Średnia prędkość:14.67 km/h
Maksymalna prędkość:48.40 km/h
Suma podjazdów:2793 m
Suma kalorii:12307 kcal
Liczba aktywności:12
Średnio na aktywność:47.94 km i 3h 26m
Więcej statystyk
Sobota, 30 maja 2026

Tur de Świętokrzyskie- Widełki Daleszyckie - Jędrzejów

Kładąc się poprzedniego dnia do łóżka słyszałem w sklepie audycję radiową z prognoza pogody zapowiadającą deszcz. Nie mogłem zrewidować tego z internetem bo agroturystyka Kuźnia jest położona tak, że nie ma tam żadnego sygnału komórkowego. Postanowiłem jednak w miarę możliwości nie guzdrać się rano tylko wyjechać maks o 9.30. Z panią gaździną ustaliłem menu na śniadanie i godzinę podania na 8.30. Choć nie mam w zwyczaju jeść śniadań przed 11 to tym razem skusiłem się by nie wyjechać bez solidnej porcji jajecznicy z własnych jajek, porcji wędlin , własnych serów białych , ogórków kiszonych , serów smażonych i więcej nie był w stanie pomieścić mój żołądek. Byłem tu już chyba ze 3 razy, za każdym razem jestem onieśmielony gościnnością i ciągła rozbudową zaplecza turystycznego . Od ostatniego razu sprzed 2 lat doszło miejsce grillowo ogniskowe, plac zabaw dla dzieci z torem do kapsli i jeszcze cos tam, ale za wiele nie widziałem na dworze.
O 9.30 rzeczywiście spakowany ruszam w trasę do Jędrzejowa- ogólny kierunek jakże by inaczej na zachód czyli na przeciw wspomnianemu wielokroć legendarnemu świętokrzyskiemu wiatrowi. Pierwsze 12 kilometrów jadę w ciemno drogą pożarowa przez lasy, która co prawda nie zgadza się z mapą, ale kierunek słuszny. Ba to nie jest droga pożarowa, to istna leśnostrada, dość powiedzieć, że na potrzeby tej drogi przebito się kilkukrotnie przez wydmy leśne, by zachować poziom drogi.
Ale wszystko co dobre się kończy a wszystko co nie zgadza się z mapą kończy się w ... lesie. Dalej zamiast pięknej leśnostrady miałem jakieś zarastające dróżki leśne, człowiek ma swoje lata i swój rozsądek życiowy, wybrałem dalszą drogę tym duktem, w którym odciśnięte były ślady kół rowerowy.  Po około 20 minutach pochwaliłem swoją roztropność dojeżdżając do osady Holendry o drobne 2 kilometry na zachód od planowanej jazdy przez Smyków. No i pech wzięła górę nad rozwagą bo uśpiłem czujność i przegapiłem skręt greenvelo na Morawicę , dokąd chciałem się udać a pojechałem prosto. Zwiodło mnie oznaczenie na kierunkowskazie, który nie informował o drodze na Morawicę, tylko o Kielcach. W sumie miał rację , ale ja nie skręcając wpadłem na dłuższy wariant dojazdu na stację, a chmury deszczowe gęstniały z kwadransa na kwadrans. 
O swoim błędzie dowiedziałem się bardzo późno, gdy wjechałem do dużej miejscowości, która okazała się być Pierzchnicą a nie Morawicą.  Ponieważ nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie na pociąg to byłem zdyscyplinowany w zwiedzaniu miejscowości, oglądnąłem rynek, zwiedziłem kościół akurat dekorowany na uroczystość pierwszej komunii i ruszyłem w drogę .
Rynek w Pierzchnicy
Rynek w Pierzchnicy © teich
Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy
Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy
Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Niestety znów źle, ale tym razem zorientowałem się po ok kilometrze, więc nawrotka i orka pod górę do Lisowa, przez miejscowość Górki, chyba nie muszę pisać ,że miejscowość z taką nazwą nie leży w dołku. Na dojeździe do Lisowa zaczyna niestety być już bardzo ciemne niebo,  po fotkach kościoła jadę dalej bez zwłoki i pierwsze krople dopadają mnie w Zalesiu przy wjeździe na drogę 73, z której dosyć szybko skręcam na Chałupki. Już nie cieszą mnie krajobrazy a martwi ewentualna ulewa, na szczęście mam do czynienia z pojedynczymi zupełnie delikatnymi kroplami deszczu, ale kurtki trzepotki nie zdejmuję już do końca.
Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie
Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie © teich
Przez Chomentów, Stanowice dojeżdżam do Sobikowa i tu już zaczyna regularnie padać deszcz i popełniam kolejny błąd tym razem skutkujący dodatkowymi 5 kilometrami oraz sporym podjazdem , na szczęście ostatnim w tej eskapadzie. Kilka kilometrów za Sobikowem deszcz ustał , jednak nogi moczyłem jeszcze długo do wody zalegającej na asfalcie. Na stację w Jędrzejowie dojechałem 35 minut przed odjazdem pociągu co pozwoliło mi się jeszcze przebrać w suche ciuchy na podróż i zrobić małe zakupy na podróż w położonej na przeciw stacji biedronce.
Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów
Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów © teich
  • DST 73.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 05:12
  • VAVG 14.04km/h
  • VMAX 33.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 2196kcal
  • Podjazdy 704m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie Opatów- Widełki Daleszyckie

W części pierwszej rozpisałem się, bo ciągła walka z wiatrem , z podjazdami , z nawigowaniem zapadłą głęboko w pamięć o tyle drugiego dnie można stwierdzić, że wszystko to już było dzień wcześniej jedynie zrobiło się chłodniej. Ale do rzeczy
Z motelu wyjechałem bez śniadania, produkty kupione dzień wcześniej planowałem spożyć gdzieś w trakcie przerwy w  jażdzie. Pierwszy cel był nieodległy- chodziło o Iwaniska , jednak wcześniej postanowiłem jeszcze przejechać nadkładając kilometrów ( i metrów podjazdów) przez Modliborzyce, które znajdowały się w gminie Baćkowice. Niby taki przejazd bez większych celów poza jedną gminą więcej na serwisie zaliczgmine.pl
Poranna droga
Poranna droga © teich
Pierwszy przystanek mam przy kościele św. Bartłomieja w Strzyżowicach, gdzie dotarłem gdy przegapiłem skręt w prawo na Modliborzyce. Kościół okazał się mieć otwarty krużganek więc oczywiście zrobiłem fotki również wewnątrz.
Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice
Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice © teich
Próba pozyskania potwierdzenia do kolarskiej odznaki pielgrzyma spełzła jednak na niczym. Stąd ciągle pełen zapału ruszam znów na zachód ku Modliborzycom. Dla porządku tylko wspomnę ,że oczywiście pod wiatr i oczywiście pod górę, tylko nie aż tak stromy jak te wczorajsze ale za to dłuuuuugi. Do Modliborzyc dojechałem bez historii, na miejscu ukazał się kościół, a jakże na górce. . Ale podjechałem wszak to były pierwsze kilometry dzisiejszej wyprawy. Kościół był otwarty więc i tutaj zrobiłem fotki wnętrza, ale i tu również księdza żadnego nie zastałem nawet na położonej vis'a'vis plebani.
Kościół w Modliborzycach
Kościół w Modliborzycach © teich
Ale za to z Modliborzyc do Iwanisk dojechałem prawie bez pedałowania i z górki i z wiatrem taka odmiana!
W Iwaniskach poza małym rynkiem i kościołem ( otwarta kruchta) nie było na czym zawiesić oka, ale godzina była doskonała aby zjeść śniadanie, więc na ławeczce przed urzędem skonsumowałem produkty zakupione wczorajszego dnia w Opatowie i Ćmielowie.
Iwaniska - miejscowy kościół
Iwaniska - miejscowy kościół © teich
Po konsumpcji ruszam do drugiego punktu na dzisiaj, a tak na prawdę najważniejszego z całego wypadku-  ruin zamku Krzyżtopór w Ujeździe położonym ze 3 km od Iwanisk. Początek pod górę ale potem długi zjazd do z dala widocznych ruin zamku.
A  przed zamkiem mrowie młodzieży- trwa sezon wycieczek szkolnych , a zamek Krzyżtopór to nie w kij dmuchał zabytków, kiedyś zabytek klasy 0, teraz ta klasyfikacja nie obowiązuje.
Nie zwiedzam, byłem tu już dwukrotnie, tym razem chciałem dojechać na rowerze zgodnie z regulaminem KOT do stopnia dużego.
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe © teich
Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego
Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego © teich
Ponieważ nie byłem pewien dalszej jazdy w kierunku Bogorii zapytałem o drogę trzech meneli pod sklepem. I to był błąd po 10 minutach dalej między sobą uzgadniali jak jechać itd. Myślę ,że byli tym zajęci jeszcze prze wiele minut jak pojechałem bez pożegnania sam wybierając drogę i co najważniejsze - dobrą, jadąc przez Radwan, Grzybów i Małą Wieś i zaliczając podjazd , który na zjeździe pokazywał 6% ale i i chyba tyle samo było na podjeździe od mojej strony.
W Bogorii mała inspekcja miejscowego rynku i dłuższa kościoła i tu trafiam na sympatycznego księdza, który podbija mi pierwszą pieczątkę z kościoła na całej trasie.
Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej
Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej © teich
Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej
Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej © teich
Kilka minut na odsapnięcie i dalej tym razem na Raków jakąś podrzędną wg mapy drogą o jak się okazało bardzo dobrej jakości aż do granic z gminą Raków, tam było gorzej ale jeszcze do przyjęcia. W miłych okolicznościach przyrody docieram do Rakowa, gdzie również robię objazd miejscowości i otwartego kościoła.
Fontanna z rakami na rynku w Rakowie
Fontanna z rakami na rynku w Rakowie © teich
Po krótkim włóczeniu się po tej wsi i nie znajdując żadnych pamiątek po Braciach Polskich, czyli naszym rodzimym i zasłużonym odłamie Reformacji opuszczam miejscowość kierując się drogą przez Drogowle i Korzenno do Widełek Daleszyckich, gdzie nocuję w agroturystyce Kuźnia, którą polecam . Za 200 dostałem obiad złożony z pysznej zupy pokrzywowej ( są laureatami jakichś konkursów kuchni regionalnej) fury placków ziemniaczanych, i solidnej salaterki gulaszu,że o sałatce nie wspomnę- oczywiście menu było wcześniej ustalone i czekało na mnie.  I tym razem kończę dzień gorącym prysznicem oraz dwoma browarami kupionymi w miejscowym sklepie u Joanny.
Czarownice nie tylko na Łysej Górze
Czarownice nie tylko na Łysej Górze © teich


  • DST 74.00km
  • Czas 06:00
  • VAVG 12.33km/h
  • VMAX 48.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 2413kcal
  • Podjazdy 748m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie - Sandomierz-Opatów

Wypad rowerowy zaplanowany od miesiąca z założeniem ,że pod koniec maja chyba nie będzie problemów z pogodą. I to pierwsze założenie pęka na wstępie, bo wtorek był wietrzny, środa była wietrzna i niestety czwartek także okazał się wietrzny, a jak wiadomo w Kieleckim nawet jak gdzie indziej ledwie dmucha to tu piździ. I niestety przy założonym kierunku jazdy ze wchodu na zachód zimny wiatr był domeną całego wyjazdu, ale na podsumowanie przyjdzie czas.
Z niewielkiego dworca w Sandomierzu, który jest na prawym brzegu Wisły wysiadam wraz z ociężałym rowerem na niski peron i o ile w pociągu sądziłem ,że jest zimno bo działa klima, to na peronie okazuje się, że jest zimno bo jest zimno.
Sandomierskie zabytki widziane z mostu na Wiśle
Sandomierskie zabytki widziane z mostu na Wiśle © teich
Wisła jeszcze przed połączeniem z Sanem
Wisła jeszcze przed połączeniem z Sanem © teich
Szkoda czasu na pieszczoty ruszam,  przez most na Wiśle i jadę pod skarpę wiślaną aż do drogi 777 , która ma mnie wyprowadzić na właściwy kierunek. Na moście, w otwartym terenie czuję siłę wiatru i jego działanie nie tylko intensyfikujące chłód ale również spowalniające poruszanie się,  niemniej już na pierwszym podjeździe okazuje się ,że wyjazd będzie pod znakiem intensywnej pracy przerzutek. Przy dojechaniu do Biedronki, za którą odbija droga na Zawichost mam już mokre od potu koszulki na plecach. Niby jest mi ciepło ale dokuczliwy chłodny wiatr wiejący teraz częściowo od przodu a częściowo z boku odbiera mi dość szybko poczucie termicznego komfortu. I tak walcząc z materią ciała dojeżdżam przez Dwikozy do Słupczy, gdzie zgodnie z rozpiską mam wypatrywać skrętu w lewo z ogólnym kierunkiem na dwór w Śmiłowie. Zaplanowany skręt znajduję prawie po przejechaniu całej miejscowości, odbijam w lewo i.... mam przed sobą podjazd z nachyleniem 6%. Jest ciężko ale tylko do połowy. Od połowy zaczynam pchać rower pod górę  idąc z buta.  Mija mnie traktor ale jego silnik również pracuje z dużym wysiłkiem , co usprawiedliwia moją decyzję podejścia pieszego .. Każdy podjazd się kiedyś kończy i jak już będąc na w miarę wypłaszczonym terenie, ruszam dalej naciskając na pedały . I niestety zamiast cieszyć się widokami to klnę na otwarty teren po którym wiatr hula bez ograniczeń.
W pewnym momencie dosyć zaskoczony widzę tablice Psary, co koresponduje z moją rozpiską nawigacyjną by uważać na mało czytelny skręt na Prusy,  skręt odnajduję bez problemu i zmiana kierunku z czołowego na wiatr na boczny do wiatru przynosi trochę ulgi i jeszcze kilka kilometrów i pierwszy zaplanowany obiekt - dwór w Śmiłowie.
Zabytkowy dwór w Śmiłowie
Zabytkowy dwór w Śmiłowie © teich
Odbijam się od zamkniętych drzwi- trzeba telefonicznie uzgadniać chęć zwiedzenia. Patrzę więc jedynie przez okna do wnętrza i widzę sporo ciekawych sprzętów dworskich. Może kiedyś będzie okazja zwiedzić w środku? Tymczasem ruszam dalej podbudowany , że za mną już 43 z zaplanowany około 70 kilometrów. O naiwności- to nie był dystans tylko prędkość maksymalna, wyszło to dopiero ze 2 godziny drogi dalej, gdy zmęczenie wzrosło a pokonany dystans stanął w miejscu.
Ale wracając do wypadu przed sobą miałem środkową część trasy , stosunkowo najłatwiejszą nawigacyjnie. Ogólny kierunek znów na zachód czyli czołowo na wiatr ale z niewielkimi podjazdami. I tak młócąc korbą dojechałem do celu nr 2 na ten dzień czyli Ćmielowa a w nim do żywego muzeum porcelany.
Fabryka porcelany w Ćmielowie
Fabryka porcelany w Ćmielowie © teich
W muzeum nie byłem , ale kwadrans spędziłem w przyfabrycznym sklepie i jednocześnie części muzeum- nie tyle ciekawiły mnie przedmioty co możliwość zagrzania się z przepoconymi koszulkami. W pewnym momencie nawet zajaśniało słońce co wykorzystałem na skierowanie się do sklepu i zjedzenie pierwszego posiłku , choć było to po 13. Przerwa na konsumpcję pod  Stokrotką trwała coś koło pół godziny, niedojedzone parówki spakowałem do sakwy i ruszyłem dalej. Odpoczynek i zaspokojenie głodu uśpiło moją czujność i zamiast skręcić  od razu na Drzenkowice dojechałem aż dwie miejscowości dalej do Grójca by uznać ,że coś jest nie tak. Tym razem rzut oka na papierową mapę pokazywał, że nadłożyłem drogi. Ale najgorsze było to, że najbliższa droga do Drzenkowic miała znów katorżnicze nachylenie, które pokonałem całe na rowerze ale z prędkością równą przemieszczającemu się piechurowi. Po wjechaniu na w miarę płaski teren widoki owszem przednie, ale ekspozycja na wiatr znów bezlitosna. Z Drzenkowic raptem może dwa kilometry do średniowiecznego  kościoła w miejscowości Wszechświęte. 
Kościół pw. Wszystkich Świętych w miejscowości Wszechświęte
Kościół pw. Wszystkich Świętych w miejscowości Wszechświęte © teich
Kościół nawet widzę z daleka- stoi na wzgórzu (jak prawie wszystkie kościoły w tych okolicach) Ale na około kilometr przed kościołem okazuje się ,że moja droga odbija w prawo gdzie indziej , niż widziany z daleka kościółek. Niemniej od rozstajów dosłownie może z 500 metrów i melduję się przy średniowiecznym kościele p.w. Wszystkich Świętych- stąd zapewne nazwa miejscowości. Niestety odrzwia zamknięte- nic nie zobaczę z wnętrza.
Dwie fotki , cel nr 3 odkreślam i siadam na rower jadąc  już ostatecznie do Opatowa. Po drodze okazuje się , że widoczny z daleka kościół, to kościół obronny w Ptkanowie, ale jestem już tak umęczony kolejnymi podjazdami , które na takich bocznych drogach nie mają nawet informacji o stromości podjazdów, że gdy przejeżdżam obok kierunkowskazu do tego kościoła i widzę jaką wysokość znów mam pokonywać w pionie  odpuszczam. Dalsza droga do Opatowa jest już w miarę łatwa i kierunek wiatru mam trochę z boku trochę w plecy, taka odmiana.
W Opatowie melduję się ok 16, ale nie ma chętnych oprócz mnie na zwiedzanie, więc pani powiedziała bym zjawił się o 17 , wtedy otworzy kolegiatę i oprowadzi mnie z innymi turystami. Objeżdżam więc Opatów i 17 melduję się w PTTKu , niestety dalej jestem jedynym chętnym do zwiedzenia kolegiaty, ale pani nie robi już problemów i za 10 zł wejściówki oprowadza mnie po bieżnie po wnętrzu, ale wiadomości płyną jej prawdziwą rzeką z ust , widać, że chętnie poświęciła by mi 2 godziny a nie 2 kwadranse.
Wnętrze kolegiaty pw. św. Marcina - perła Opatowa
Wnętrze kolegiaty pw. św. Marcina - perła Opatowa © teich
Brama Warszawska w Opatowie
Brama Warszawska w Opatowie © teich
A jest co podziwiać we wnętrzach tego kościoła. Wyszedłszy ok 17.30 konstatuję, że nie przypiąłem w ogóle roweru- na szczęście nie trafił się żaden zły człowiek i nie odjechał rowerem z prawie całym moim dobytkiem wyjazdowym. Pytam jeszcze o bankomat i tu jest zagwozdka , we wskazanym przez panią miejscu nie było bankomatu, ale była inna uczynna pani, która zapytała swoją sąsiadkę, która zapytała córkę, która powiedziała, że bankomat będzie na pewno przy Biedronce. Na szczęści tam był i po pobraniu pieniążków i zrobieniu małych zakupów na kolację udałem się do Okaliny, gdzie wcześniej miałem umówiony nocleg pokonując siłą woli i ostatkiem sił kolejny podjazd. 
W motelu gorący prysznic postawił mnie na nogi i podniósł na tyle morale, że produkty kupione na kolację postanowiłem przechować na jutrzejsze śniadanie  a sam skorzystałem z kuchni zajazdu i  z lubością pochłonąłem bryzol wieprzowy  podlany ciemnym piwem.
Po 20 gdy zamykali część jadalną zajazdu pan z obsługi pozwolił mi wstawić rower do środka knajpy.  Wstawiając natknąłem się na innego pana z mopem, który czyścił podłogę , już się nastawiałem na przepraszanie, ale okazał się i ten drugi chłopak przyjaźnie nastawiony, nawet pomógł mi operować rowerem z doczepionymi sakwami między stolikami .
I tak zamknąłem dzień pierwszy, bo po położeniu się na chwilę na łóżku zasnąłem kamiennym snem.
  • DST 73.00km
  • Czas 07:01
  • VAVG 10.40km/h
  • VMAX 43.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Kalorie 2760kcal
  • Podjazdy 744m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 maja 2026

Do i odpracowo

Trochę się trzeba rozruszać przed planowanym wypadem, bilet do Sandomierza kupiony ok miesiąca temu za zawrotną cenę 28,10zł, przy czym za rower 9,10zł.
Oby tylko nie padało.
Przy okazji przejazdu przez Ursynów chcę publicznie pochwalić pana burmistrza Roberta Kempe. Choć politycznie nie mamy wspólnych stycznych, to doceniam, że w czasach budowy kolejnych bloków wydaje on pieniądze na powstawanie nowych terenów zielonej rekreacji. Może nawet zbyt dużo w tych parkach betonu , ale urok nasadzeń i małej architektury budzi moje uznanie.
Park linearny tworzony etapami wzdłuż śladu tunelu POW pod Ursynowem
Park linearny tworzony etapami wzdłuż śladu tunelu POW pod Ursynowem © teich
Kilometry terenowe to trochę przez Las Kabacki i wzdłuż torów kolejki wąskotorowej.
  • DST 64.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 04:08
  • VAVG 15.48km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 26 maja 2026

Odpracowo

Wgrałem sobie aplikację Bike Tracker i nawet sobie chwalę, bo kiedy stoję na czerwonym świetle automatycznie się pauzuje a potem z ruchem odpala dalsze zliczanie, dzięki czemu czasy jazdy i prędkości są mniej przeinaczone.
Przy okazji musze to napisać- weszliśmy w okres kwitnienia drzew potocznie nazywanych u nas akacjami, choć z akacjami nie mają nic wspólnego. To moje ulubione drzewo jeśli chodzi o zapach podczas kwitnienia, smak miodu pozyskanego z jego kwiatów, funkcjonalności i kolorystyki drewna akacjowego.  Nazwa kacja skojarzyła się jakiemuś francuskiemu bywalcowi świata, który po introdukowaniu tego drzewa w Europie w XVII wieku skojarzył go z akacją widzianą w Afryce ( wiadomo- francuskie kolonie).
Dopiero w późniejszych latach zmieniono jej nazwę na odnzawiskową botanika, który sprowadził ją do Europy (Jean Robin) do czego przyczynił się syn Vaspesian Robin nazywając ja po łacinie Robinia Pseudoacacia. A że Polacy nie gęsi to również nazwali ją po swojemu- grochodrzewem, choć z takim nazywaniem tego pięknie kwitnącego drzewa bardzo rzadko się spotykam
Ulica Orszady przyozdobiona dywanikiem płatków kwiatowych  robinii.
Ulica Orszady przyozdobiona dywanikiem płatków kwiatowych robinii. © teich
  • DST 33.21km
  • Czas 01:44
  • VAVG 19.16km/h
  • VMAX 33.21km/h
  • Temperatura 26.0°C
  • Kalorie 975kcal
  • Podjazdy 150m
  • Sprzęt Basso
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 25 maja 2026

Odserwisowo

Pojechałem podstawić samochód do serwisu na 5.45 i jedyną słuszną opcją powrotu był rower, przy czym ku mojemu zaskoczeniu, ilość osób jadących na 6 do pracy na rowerze to nie były wyjątki tylko palców obydwu rak by zabrakło do liczenia.
Skręt w las, pełen porannego rejwachu ptaków.
Skręt w las, pełen porannego rejwachu ptaków. © teich
  • DST 30.00km
  • Czas 00:55
  • VAVG 32.73km/h
  • Temperatura 15.0°C
  • Sprzęt Basso
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 7 maja 2026

Odpracowo

Dawno nie jechałem wzdłuż torów kolejki piaseczyńskiej. I to było to popołudnie , kiedy brak parcia na szybki dojazd do domu + potencjalna wizyta u fryzjera dawały możliwość takiej przejażdżki. Z fryzjera zresztą nic nie wyszło, pora komunijna, bez zapisów nie ma nawet mowy o krótkim (czasowo) cięciu a najbliższe terminy są w porze mojej pracy, więc jeszcze kilkanaście dni pozapuszczam włosy.
Między przystankiem Runów i Złotokłos
Między przystankiem Runów i Złotokłos © teich
  • DST 37.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 02:13
  • VAVG 16.69km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 1058kcal
  • Podjazdy 187m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Wtorek, 5 maja 2026

Dopracowo

Do pracy wybrałem trasę z minimalną ilością świateł na skrzyżowaniach - czyli przez Jesówkę,  Kierszek, Powsin . Po drodze przyjrzałem się kasztanowcom, coś słabiutko kwitną a przeciezż matury w toku. Za to za chwilę będzie pełnia rozkwitu rzepaku ozimego
RZepak z każdym dniem coraz bardziej żółty
RZepak z każdym dniem coraz bardziej żółty © teich
  • DST 31.50km
  • Teren 1.00km
  • Czas 01:54
  • VAVG 16.58km/h
  • VMAX 31.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 1157kcal
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Poniedziałek, 4 maja 2026

Poweekendowo - Legionowo-praca-dom

Nie znałem przebiegu ścieżki rowerowej po Modlińskiej , więc wykorzystując wczorajszą wiedzę pojechałem na Siekierki wzdłuż Wisły aż po most Świętokrzyski. Jazda po wale w okolicach Jabłonny po drodze polnej na wale, od Buchnika do okolic elektrociepłowni Żerań po wale ale  droga wałowa wykonana z kostki betonowej, za mostem Grota wybrałem wariant , który był dla mnie czytelny ale nie znany po wale na tyłach dawnych placów odstawczych nieistniejącej już FSO. Wariant drogi wybitnie zły, gdyż wykonana jest aż po most Gdański z płyt monowskich, które może są dobre dla ruchu czołgów i pojazdów terenowych ale dla rowerzysty mocno uciążliwe. Od mostu Gdańskiego po most Świętokrzyski elegantna droga z kolorowanego asfaltu.  W ramach nowości miałem przejechać przez kładkę Trzaskowskiego  , ale sobie odpuściłem .
Panorama warszawskiego downtown z mostu Świętokrzyskiego
Panorama warszawskiego downtown z mostu Świętokrzyskiego © teich
Powrót do domu to głównie walka z wiatrem i zmęczeniem, czy raczej brakiem formy.
  • DST 60.55km
  • Teren 4.00km
  • Czas 03:47
  • VAVG 16.00km/h
  • VMAX 28.50km/h
  • Temperatura 27.0°C
  • Kalorie 1748kcal
  • Podjazdy 260m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Niedziela, 3 maja 2026

Witaj jutrzenko majowa - od domu do przeddomu

Kopsnąłem się do Legionowa rowerem pokonując Warszawę trasą rowerową z Piaseczna wzdłuż Puławskiej, Dolinki Służewieckiej i Powsińskiej aż do rowerowej "wisłostrady" po bulwarach do mostu Grota na druga mańkę Wisły i dalej aż po Jabłonnę dalszą "wisłostradą rowerową"  po wale Wisły.
Tłumy na rowerach, na spacerach, na psychadzkach, na plażach, na łączkach, na placach zabaw, na przejażdżkach kucami i końmi. Dość powiedzieć ,że od mostu Grota do Buchnika jechałem prawie jak w peletonie. Nie widziałem jedynie nikogo kto by się chciał kąpać w naszej królowej rzek. 
Co warto zaznaczyć- po raz pierwszy:
jechałem rowerem przez most Grota,
 jechałem prze kładkę nad Kanałem Żerańskim i zimowiskiem dla barek ( niestety prawie wyschniętym)
jechałem ścieżką rowerową prawym brzegiem Wisły po stronie Białołęki 
Czego nie zrobiłem po raz pierwszy :
nie skorzystałem z promu Dudek przez Wisłę pomiędzy Bielanami a  Białołęką
Składanie wieńców  z okazji święta panstwowego
Składanie wieńców z okazji święta panstwowego © teich
Przygotowania do biegu Konstytucyjna Mila
Przygotowania do biegu Konstytucyjna Mila © teich
Pałac w Jabłonnie od strony wału Wisły, kadrowałem tak by nie było widać tłumu turystów
Pałac w Jabłonnie od strony wału Wisły, kadrowałem tak by nie było widać tłumu turystów © teich
  • DST 55.00km
  • Teren 9.00km
  • Czas 03:01
  • VAVG 18.23km/h
  • Temperatura 28.0°C
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl