Informacje

  • Wszystkie kilometry: 53800.75 km
  • Km w terenie: 3879.50 km (7.21%)
  • Czas na rowerze: 107d 23h 21m
  • Prędkość średnia: 19.18 km/h
  • Suma w górę: 11026 m
  • Więcej informacji.
baton rowerowy bikestats.pl

Moje rowery

Szukaj

Znajomi

Wykres roczny

Wykres roczny blog rowerowy teich.bikestats.pl

Archiwum

Linki

Poniedziałek, 29 czerwca 2026

Darłowo od niechcenia

Wsiedliśmy na rowery i pojechaliśmy przed siebie. Nawrotka w Darłowie.
Wieprza u stóp zamku książąt pomorskich w Darłowie
Wieprza u stóp zamku książąt pomorskich w Darłowie © teich
  • DST 20.00km
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 27 czerwca 2026

Dębinka jeszcze raz

Piękna pogoda za dnia i wieczorny spacer rowerowy na zachód słońca.
Zachód słońca w okolicach kanału Szczuczego
Zachód słońca w okolicach kanału Szczuczego © teich
  • DST 15.00km
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 26 czerwca 2026

Do Bukowa Morskiego

Wycieczka krótka- ale miejscowość arcyważna- stąd promieniował klasztor Cystersów na bliską i daleką okolicę. I choć po klasztorze pozostały jedynie zapisy archiwalne , a jego ślady fizyczne zatarł czas to jednak świadomość przedwiekowej wielkości i ważności tego miejsca wyzwala szacunek dla wszystkich pokoleń, które nas poprzedziły.
Schemat i pamiątka po dawnej świetności cysterskiego Bukowa
Schemat i pamiątka po dawnej świetności cysterskiego Bukowa © teich
  • DST 10.00km
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 25 czerwca 2026

Do Darłowa i Darłówka

W Darłówku byliśmy już dwukrotnie, Darłowo odwiedziliśmy również kilka razy  i teraz dla przypomnienia objazd okolicy.
Fontanna na rynku przed darłowskim magistratem to miejsce kąpieli i ochłody dla gołębi
Fontanna na rynku przed darłowskim magistratem to miejsce kąpieli i ochłody dla gołębi © teich
  • DST 26.00km
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 24 czerwca 2026

Wypad nad kanał Szczuczy

Z trzydniowej wycieczki rowerowej po Świętokrzyskiem trafiłem niemal od razu na łózko szpitalne i planowaną od kilku lat operację. Przebieg tejże był cięższy niż zaplanowany dodatkowo późniejsze osłabienie odstawiły mnie od roweru na niemal cały czerwiec. niemal bo od środy mieliśmy zaplanowany wyjazd urlopowy. Z rowerami rzecz jasna. Po dojechaniu nad nasz ciepły Bałtyk ( bez żadnego sarkazmu, woda miał 22 stopnie i nie było żadnych fal) i tradycyjnym powitaniu z morzem oraz kilkugodzinnym plażowaniu udaliśmy się na odwiedziny kanału Szczuczego, który łączy Jezioro Bukowo z Bałtykiem.  I tak jak kilka lat temu zasypane było piaskiem  ujście z Jeziora Kopań do morza, tak samo i tutaj piaski wiejące wzdłuż plaż zrobiły swoje i zawaliły możliwość wypłynięcia z Bukowa na słoną wodę.
Kanał Szczuczy- widok w kierunku Jeziora Bukowno
Kanał Szczuczy- widok w kierunku Jeziora Bukowno © teich
  • DST 12.00km
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie - podsumowanie

Sporo czasu minęło od czasu powrotu z Kieleckiego, a wydaje mi się konieczne zrobienie małego podsumowania z tego 3 dniowego wypadu rowerowego, który miał być przymiarką do pokonania na rowerze trasy z biegiem Wisły od Nowego Brzeska, w którym utknąłem w 2024 do Sandomierza. Czy uda się tego dokonać w najbliższych tygodniach , niestety nie wiem, ale pewne wnioski co do podróżowania kilkudniowego zebrałem.
Najważniejsze:
- dojazd pociągiem IC zarówno do Sandomierza jak również na linii kolejowej do Krakowa nie stanowi większego problemu (poza zdobyciem miejscówki wraz z przynależnym miejscem na rower), dostępne są również połączenia regionalne czy to kolejami świętokrzyskimi czy też małopolskimi.
- wyjście z wagonu z rowerem obciążonym sakwami ( czyli jakieś 30 kg wszystkiego) nie stanowi problemu nawet na niski peron, ale wejście do takiego wagonu jest już wyzwaniem fizycznym, o powieszeniu roweru na haku w pociągu można zapomnieć,
- nie jechać ze wschodu ku zachodowi, w Polsce wieją w przeważającej większości wiatry zachodnie, więc jest to walka z wiatrem na całej długości trasy, ponadto pasma Gór Świętokrzyskich również zorientowane są równoleżnikowo , więc jedzie się jak w dyszy , gdzie odczucie intensywności wiatru jest wzmożone
- bardzo dobra jakość dróg gminnych i powiatowych, poza kilkunastoma kilometrami w okolicach Rakowa wszędzie było bardzo dobrze jeśli chodzi o jakość dróg lokalnych
- uwaga na intensywny ruch ciężarówek szczególnie te do przewozu kruszyw i cementu jeżdżą tutaj w wielkiej ilości, choć na drogach gminnych pojawiały się sporadycznie,
- rozwinięta i zauważalna infrastruktura rowerowa . W Kielcach zaczyna się ( lub jak kto woli kończy) szlak Greenvelo, jest on widoczny w wielu miejscach zarówno w postaci kierunkowskazów jak również w postaci MORów ( miejsc odpoczynku rowerzystów)
-zabieranie namiotu, karimatki, śpiwora na kilkudniowy wypad rowerowy jest chyba zbyteczne. W regionach turystycznych jak Kieleckie nie ma większych kłopotów ze znalezieniem noclegu z budżetem ok 200 zł/noc , który zapewnia spanie w czystym łóżku i gorący prysznic zarówno dla higieny jak i dla rozgrzewki
- kluczowe niezmiennie jest kontrolowanie pogody, stąd tak jak w moim przypadku miesięczne wyprzedzenie to ryzyko kiepskiej aury. W moim przypadku wynikiem była permanentna walka z silnym i zimnym wiatrem a ostatniego dnia zamiast wiatru z przelotnymi opadami deszczu, które przyniosły również ochłodzenie.
-zwiedzanie zabytków niestety jest często niemożliwe. Wymóg wcześniejszego powiadamiania, czy też w przypadku kościołów zamykanie ich poza godzinami sprawowania mszy powoduje niedosyt krajoznawczej ciekawości

Powrót do domu
Powrót do domu © teich

lalalalal
  • DST 25.00km
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Sobota, 30 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie- Widełki Daleszyckie - Jędrzejów

Kładąc się poprzedniego dnia do łóżka słyszałem w sklepie audycję radiową z prognoza pogody zapowiadającą deszcz. Nie mogłem zrewidować tego z internetem bo agroturystyka Kuźnia jest położona tak, że nie ma tam żadnego sygnału komórkowego. Postanowiłem jednak w miarę możliwości nie guzdrać się rano tylko wyjechać maks o 9.30. Z panią gaździną ustaliłem menu na śniadanie i godzinę podania na 8.30. Choć nie mam w zwyczaju jeść śniadań przed 11 to tym razem skusiłem się by nie wyjechać bez solidnej porcji jajecznicy z własnych jajek, porcji wędlin , własnych serów białych , ogórków kiszonych , serów smażonych i więcej nie był w stanie pomieścić mój żołądek. Byłem tu już chyba ze 3 razy, za każdym razem jestem onieśmielony gościnnością i ciągła rozbudową zaplecza turystycznego . Od ostatniego razu sprzed 2 lat doszło miejsce grillowo ogniskowe, plac zabaw dla dzieci z torem do kapsli i jeszcze cos tam, ale za wiele nie widziałem na dworze.
O 9.30 rzeczywiście spakowany ruszam w trasę do Jędrzejowa- ogólny kierunek jakże by inaczej na zachód czyli na przeciw wspomnianemu wielokroć legendarnemu świętokrzyskiemu wiatrowi. Pierwsze 12 kilometrów jadę w ciemno drogą pożarowa przez lasy, która co prawda nie zgadza się z mapą, ale kierunek słuszny. Ba to nie jest droga pożarowa, to istna leśnostrada, dość powiedzieć, że na potrzeby tej drogi przebito się kilkukrotnie przez wydmy leśne, by zachować poziom drogi.
Ale wszystko co dobre się kończy a wszystko co nie zgadza się z mapą kończy się w ... lesie. Dalej zamiast pięknej leśnostrady miałem jakieś zarastające dróżki leśne, człowiek ma swoje lata i swój rozsądek życiowy, wybrałem dalszą drogę tym duktem, w którym odciśnięte były ślady kół rowerowy.  Po około 20 minutach pochwaliłem swoją roztropność dojeżdżając do osady Holendry o drobne 2 kilometry na zachód od planowanej jazdy przez Smyków. No i pech wzięła górę nad rozwagą bo uśpiłem czujność i przegapiłem skręt greenvelo na Morawicę , dokąd chciałem się udać a pojechałem prosto. Zwiodło mnie oznaczenie na kierunkowskazie, który nie informował o drodze na Morawicę, tylko o Kielcach. W sumie miał rację , ale ja nie skręcając wpadłem na dłuższy wariant dojazdu na stację, a chmury deszczowe gęstniały z kwadransa na kwadrans. 
O swoim błędzie dowiedziałem się bardzo późno, gdy wjechałem do dużej miejscowości, która okazała się być Pierzchnicą a nie Morawicą.  Ponieważ nie mogłem sobie pozwolić na spóźnienie na pociąg to byłem zdyscyplinowany w zwiedzaniu miejscowości, oglądnąłem rynek, zwiedziłem kościół akurat dekorowany na uroczystość pierwszej komunii i ruszyłem w drogę .
Rynek w Pierzchnicy
Rynek w Pierzchnicy © teich
Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy
Kościół pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy
Wnętrze kościoła pw. św. Małgorzaty w Pierzchnicy © teich
Niestety znów źle, ale tym razem zorientowałem się po ok kilometrze, więc nawrotka i orka pod górę do Lisowa, przez miejscowość Górki, chyba nie muszę pisać ,że miejscowość z taką nazwą nie leży w dołku. Na dojeździe do Lisowa zaczyna niestety być już bardzo ciemne niebo,  po fotkach kościoła jadę dalej bez zwłoki i pierwsze krople dopadają mnie w Zalesiu przy wjeździe na drogę 73, z której dosyć szybko skręcam na Chałupki. Już nie cieszą mnie krajobrazy a martwi ewentualna ulewa, na szczęście mam do czynienia z pojedynczymi zupełnie delikatnymi kroplami deszczu, ale kurtki trzepotki nie zdejmuję już do końca.
Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie
Drewniany ościół pw. św. Marii Magdaleny w Chomentowie © teich
Przez Chomentów, Stanowice dojeżdżam do Sobikowa i tu już zaczyna regularnie padać deszcz i popełniam kolejny błąd tym razem skutkujący dodatkowymi 5 kilometrami oraz sporym podjazdem , na szczęście ostatnim w tej eskapadzie. Kilka kilometrów za Sobikowem deszcz ustał , jednak nogi moczyłem jeszcze długo do wody zalegającej na asfalcie. Na stację w Jędrzejowie dojechałem 35 minut przed odjazdem pociągu co pozwoliło mi się jeszcze przebrać w suche ciuchy na podróż i zrobić małe zakupy na podróż w położonej na przeciw stacji biedronce.
Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów
Rynek w Jędrzejowie, w białej kamienicy muzeum zegarów © teich
  • DST 73.00km
  • Teren 12.00km
  • Czas 05:12
  • VAVG 14.04km/h
  • VMAX 33.00km/h
  • Temperatura 16.0°C
  • Kalorie 2196kcal
  • Podjazdy 704m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Piątek, 29 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie Opatów- Widełki Daleszyckie

W części pierwszej rozpisałem się, bo ciągła walka z wiatrem , z podjazdami , z nawigowaniem zapadłą głęboko w pamięć o tyle drugiego dnie można stwierdzić, że wszystko to już było dzień wcześniej jedynie zrobiło się chłodniej. Ale do rzeczy
Z motelu wyjechałem bez śniadania, produkty kupione dzień wcześniej planowałem spożyć gdzieś w trakcie przerwy w  jażdzie. Pierwszy cel był nieodległy- chodziło o Iwaniska , jednak wcześniej postanowiłem jeszcze przejechać nadkładając kilometrów ( i metrów podjazdów) przez Modliborzyce, które znajdowały się w gminie Baćkowice. Niby taki przejazd bez większych celów poza jedną gminą więcej na serwisie zaliczgmine.pl
Poranna droga
Poranna droga © teich
Pierwszy przystanek mam przy kościele św. Bartłomieja w Strzyżowicach, gdzie dotarłem gdy przegapiłem skręt w prawo na Modliborzyce. Kościół okazał się mieć otwarty krużganek więc oczywiście zrobiłem fotki również wewnątrz.
Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice
Kościół pw. świętego Bartłomieja- Strzyżowice © teich
Próba pozyskania potwierdzenia do kolarskiej odznaki pielgrzyma spełzła jednak na niczym. Stąd ciągle pełen zapału ruszam znów na zachód ku Modliborzycom. Dla porządku tylko wspomnę ,że oczywiście pod wiatr i oczywiście pod górę, tylko nie aż tak stromy jak te wczorajsze ale za to dłuuuuugi. Do Modliborzyc dojechałem bez historii, na miejscu ukazał się kościół, a jakże na górce. . Ale podjechałem wszak to były pierwsze kilometry dzisiejszej wyprawy. Kościół był otwarty więc i tutaj zrobiłem fotki wnętrza, ale i tu również księdza żadnego nie zastałem nawet na położonej vis'a'vis plebani.
Kościół w Modliborzycach
Kościół w Modliborzycach © teich
Ale za to z Modliborzyc do Iwanisk dojechałem prawie bez pedałowania i z górki i z wiatrem taka odmiana!
W Iwaniskach poza małym rynkiem i kościołem ( otwarta kruchta) nie było na czym zawiesić oka, ale godzina była doskonała aby zjeść śniadanie, więc na ławeczce przed urzędem skonsumowałem produkty zakupione wczorajszego dnia w Opatowie i Ćmielowie.
Iwaniska - miejscowy kościół
Iwaniska - miejscowy kościół © teich
Po konsumpcji ruszam do drugiego punktu na dzisiaj, a tak na prawdę najważniejszego z całego wypadku-  ruin zamku Krzyżtopór w Ujeździe położonym ze 3 km od Iwanisk. Początek pod górę ale potem długi zjazd do z dala widocznych ruin zamku.
A  przed zamkiem mrowie młodzieży- trwa sezon wycieczek szkolnych , a zamek Krzyżtopór to nie w kij dmuchał zabytków, kiedyś zabytek klasy 0, teraz ta klasyfikacja nie obowiązuje.
Nie zwiedzam, byłem tu już dwukrotnie, tym razem chciałem dojechać na rowerze zgodnie z regulaminem KOT do stopnia dużego.
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe
Zamek Krzyżtopór w Ujeździe © teich
Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego
Krzyż i topór po obu stronach portalu bramnego © teich
Ponieważ nie byłem pewien dalszej jazdy w kierunku Bogorii zapytałem o drogę trzech meneli pod sklepem. I to był błąd po 10 minutach dalej między sobą uzgadniali jak jechać itd. Myślę ,że byli tym zajęci jeszcze prze wiele minut jak pojechałem bez pożegnania sam wybierając drogę i co najważniejsze - dobrą, jadąc przez Radwan, Grzybów i Małą Wieś i zaliczając podjazd , który na zjeździe pokazywał 6% ale i i chyba tyle samo było na podjeździe od mojej strony.
W Bogorii mała inspekcja miejscowego rynku i dłuższa kościoła i tu trafiam na sympatycznego księdza, który podbija mi pierwszą pieczątkę z kościoła na całej trasie.
Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej
Bogoria - kościół pw. Trójcy Świętej © teich
Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej
Bogoria - wnętrze kościoła pw. Trójcy Świętej © teich
Kilka minut na odsapnięcie i dalej tym razem na Raków jakąś podrzędną wg mapy drogą o jak się okazało bardzo dobrej jakości aż do granic z gminą Raków, tam było gorzej ale jeszcze do przyjęcia. W miłych okolicznościach przyrody docieram do Rakowa, gdzie również robię objazd miejscowości i otwartego kościoła.
Fontanna z rakami na rynku w Rakowie
Fontanna z rakami na rynku w Rakowie © teich
Po krótkim włóczeniu się po tej wsi i nie znajdując żadnych pamiątek po Braciach Polskich, czyli naszym rodzimym i zasłużonym odłamie Reformacji opuszczam miejscowość kierując się drogą przez Drogowle i Korzenno do Widełek Daleszyckich, gdzie nocuję w agroturystyce Kuźnia, którą polecam . Za 200 dostałem obiad złożony z pysznej zupy pokrzywowej ( są laureatami jakichś konkursów kuchni regionalnej) fury placków ziemniaczanych, i solidnej salaterki gulaszu,że o sałatce nie wspomnę- oczywiście menu było wcześniej ustalone i czekało na mnie.  I tym razem kończę dzień gorącym prysznicem oraz dwoma browarami kupionymi w miejscowym sklepie u Joanny.
Czarownice nie tylko na Łysej Górze
Czarownice nie tylko na Łysej Górze © teich


  • DST 74.00km
  • Czas 06:00
  • VAVG 12.33km/h
  • VMAX 48.40km/h
  • Temperatura 17.0°C
  • Kalorie 2413kcal
  • Podjazdy 748m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Czwartek, 28 maja 2026 Kategoria znasz li ten kraj

Tur de Świętokrzyskie - Sandomierz-Opatów

Wypad rowerowy zaplanowany od miesiąca z założeniem ,że pod koniec maja chyba nie będzie problemów z pogodą. I to pierwsze założenie pęka na wstępie, bo wtorek był wietrzny, środa była wietrzna i niestety czwartek także okazał się wietrzny, a jak wiadomo w Kieleckim nawet jak gdzie indziej ledwie dmucha to tu piździ. I niestety przy założonym kierunku jazdy ze wchodu na zachód zimny wiatr był domeną całego wyjazdu, ale na podsumowanie przyjdzie czas.
Z niewielkiego dworca w Sandomierzu, który jest na prawym brzegu Wisły wysiadam wraz z ociężałym rowerem na niski peron i o ile w pociągu sądziłem ,że jest zimno bo działa klima, to na peronie okazuje się, że jest zimno bo jest zimno.
Sandomierskie zabytki widziane z mostu na Wiśle
Sandomierskie zabytki widziane z mostu na Wiśle © teich
Wisła jeszcze przed połączeniem z Sanem
Wisła jeszcze przed połączeniem z Sanem © teich
Szkoda czasu na pieszczoty ruszam,  przez most na Wiśle i jadę pod skarpę wiślaną aż do drogi 777 , która ma mnie wyprowadzić na właściwy kierunek. Na moście, w otwartym terenie czuję siłę wiatru i jego działanie nie tylko intensyfikujące chłód ale również spowalniające poruszanie się,  niemniej już na pierwszym podjeździe okazuje się ,że wyjazd będzie pod znakiem intensywnej pracy przerzutek. Przy dojechaniu do Biedronki, za którą odbija droga na Zawichost mam już mokre od potu koszulki na plecach. Niby jest mi ciepło ale dokuczliwy chłodny wiatr wiejący teraz częściowo od przodu a częściowo z boku odbiera mi dość szybko poczucie termicznego komfortu. I tak walcząc z materią ciała dojeżdżam przez Dwikozy do Słupczy, gdzie zgodnie z rozpiską mam wypatrywać skrętu w lewo z ogólnym kierunkiem na dwór w Śmiłowie. Zaplanowany skręt znajduję prawie po przejechaniu całej miejscowości, odbijam w lewo i.... mam przed sobą podjazd z nachyleniem 6%. Jest ciężko ale tylko do połowy. Od połowy zaczynam pchać rower pod górę  idąc z buta.  Mija mnie traktor ale jego silnik również pracuje z dużym wysiłkiem , co usprawiedliwia moją decyzję podejścia pieszego .. Każdy podjazd się kiedyś kończy i jak już będąc na w miarę wypłaszczonym terenie, ruszam dalej naciskając na pedały . I niestety zamiast cieszyć się widokami to klnę na otwarty teren po którym wiatr hula bez ograniczeń.
W pewnym momencie dosyć zaskoczony widzę tablice Psary, co koresponduje z moją rozpiską nawigacyjną by uważać na mało czytelny skręt na Prusy,  skręt odnajduję bez problemu i zmiana kierunku z czołowego na wiatr na boczny do wiatru przynosi trochę ulgi i jeszcze kilka kilometrów i pierwszy zaplanowany obiekt - dwór w Śmiłowie.
Zabytkowy dwór w Śmiłowie
Zabytkowy dwór w Śmiłowie © teich
Odbijam się od zamkniętych drzwi- trzeba telefonicznie uzgadniać chęć zwiedzenia. Patrzę więc jedynie przez okna do wnętrza i widzę sporo ciekawych sprzętów dworskich. Może kiedyś będzie okazja zwiedzić w środku? Tymczasem ruszam dalej podbudowany , że za mną już 43 z zaplanowany około 70 kilometrów. O naiwności- to nie był dystans tylko prędkość maksymalna, wyszło to dopiero ze 2 godziny drogi dalej, gdy zmęczenie wzrosło a pokonany dystans stanął w miejscu.
Ale wracając do wypadu przed sobą miałem środkową część trasy , stosunkowo najłatwiejszą nawigacyjnie. Ogólny kierunek znów na zachód czyli czołowo na wiatr ale z niewielkimi podjazdami. I tak młócąc korbą dojechałem do celu nr 2 na ten dzień czyli Ćmielowa a w nim do żywego muzeum porcelany.
Fabryka porcelany w Ćmielowie
Fabryka porcelany w Ćmielowie © teich
W muzeum nie byłem , ale kwadrans spędziłem w przyfabrycznym sklepie i jednocześnie części muzeum- nie tyle ciekawiły mnie przedmioty co możliwość zagrzania się z przepoconymi koszulkami. W pewnym momencie nawet zajaśniało słońce co wykorzystałem na skierowanie się do sklepu i zjedzenie pierwszego posiłku , choć było to po 13. Przerwa na konsumpcję pod  Stokrotką trwała coś koło pół godziny, niedojedzone parówki spakowałem do sakwy i ruszyłem dalej. Odpoczynek i zaspokojenie głodu uśpiło moją czujność i zamiast skręcić  od razu na Drzenkowice dojechałem aż dwie miejscowości dalej do Grójca by uznać ,że coś jest nie tak. Tym razem rzut oka na papierową mapę pokazywał, że nadłożyłem drogi. Ale najgorsze było to, że najbliższa droga do Drzenkowic miała znów katorżnicze nachylenie, które pokonałem całe na rowerze ale z prędkością równą przemieszczającemu się piechurowi. Po wjechaniu na w miarę płaski teren widoki owszem przednie, ale ekspozycja na wiatr znów bezlitosna. Z Drzenkowic raptem może dwa kilometry do średniowiecznego  kościoła w miejscowości Wszechświęte. 
Kościół pw. Wszystkich Świętych w miejscowości Wszechświęte
Kościół pw. Wszystkich Świętych w miejscowości Wszechświęte © teich
Kościół nawet widzę z daleka- stoi na wzgórzu (jak prawie wszystkie kościoły w tych okolicach) Ale na około kilometr przed kościołem okazuje się ,że moja droga odbija w prawo gdzie indziej , niż widziany z daleka kościółek. Niemniej od rozstajów dosłownie może z 500 metrów i melduję się przy średniowiecznym kościele p.w. Wszystkich Świętych- stąd zapewne nazwa miejscowości. Niestety odrzwia zamknięte- nic nie zobaczę z wnętrza.
Dwie fotki , cel nr 3 odkreślam i siadam na rower jadąc  już ostatecznie do Opatowa. Po drodze okazuje się , że widoczny z daleka kościół, to kościół obronny w Ptkanowie, ale jestem już tak umęczony kolejnymi podjazdami , które na takich bocznych drogach nie mają nawet informacji o stromości podjazdów, że gdy przejeżdżam obok kierunkowskazu do tego kościoła i widzę jaką wysokość znów mam pokonywać w pionie  odpuszczam. Dalsza droga do Opatowa jest już w miarę łatwa i kierunek wiatru mam trochę z boku trochę w plecy, taka odmiana.
W Opatowie melduję się ok 16, ale nie ma chętnych oprócz mnie na zwiedzanie, więc pani powiedziała bym zjawił się o 17 , wtedy otworzy kolegiatę i oprowadzi mnie z innymi turystami. Objeżdżam więc Opatów i 17 melduję się w PTTKu , niestety dalej jestem jedynym chętnym do zwiedzenia kolegiaty, ale pani nie robi już problemów i za 10 zł wejściówki oprowadza mnie po bieżnie po wnętrzu, ale wiadomości płyną jej prawdziwą rzeką z ust , widać, że chętnie poświęciła by mi 2 godziny a nie 2 kwadranse.
Wnętrze kolegiaty pw. św. Marcina - perła Opatowa
Wnętrze kolegiaty pw. św. Marcina - perła Opatowa © teich
Brama Warszawska w Opatowie
Brama Warszawska w Opatowie © teich
A jest co podziwiać we wnętrzach tego kościoła. Wyszedłszy ok 17.30 konstatuję, że nie przypiąłem w ogóle roweru- na szczęście nie trafił się żaden zły człowiek i nie odjechał rowerem z prawie całym moim dobytkiem wyjazdowym. Pytam jeszcze o bankomat i tu jest zagwozdka , we wskazanym przez panią miejscu nie było bankomatu, ale była inna uczynna pani, która zapytała swoją sąsiadkę, która zapytała córkę, która powiedziała, że bankomat będzie na pewno przy Biedronce. Na szczęści tam był i po pobraniu pieniążków i zrobieniu małych zakupów na kolację udałem się do Okaliny, gdzie wcześniej miałem umówiony nocleg pokonując siłą woli i ostatkiem sił kolejny podjazd. 
W motelu gorący prysznic postawił mnie na nogi i podniósł na tyle morale, że produkty kupione na kolację postanowiłem przechować na jutrzejsze śniadanie  a sam skorzystałem z kuchni zajazdu i  z lubością pochłonąłem bryzol wieprzowy  podlany ciemnym piwem.
Po 20 gdy zamykali część jadalną zajazdu pan z obsługi pozwolił mi wstawić rower do środka knajpy.  Wstawiając natknąłem się na innego pana z mopem, który czyścił podłogę , już się nastawiałem na przepraszanie, ale okazał się i ten drugi chłopak przyjaźnie nastawiony, nawet pomógł mi operować rowerem z doczepionymi sakwami między stolikami .
I tak zamknąłem dzień pierwszy, bo po położeniu się na chwilę na łóżku zasnąłem kamiennym snem.
  • DST 73.00km
  • Czas 07:01
  • VAVG 10.40km/h
  • VMAX 43.20km/h
  • Temperatura 18.0°C
  • Kalorie 2760kcal
  • Podjazdy 744m
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze
Środa, 27 maja 2026

Do i odpracowo

Trochę się trzeba rozruszać przed planowanym wypadem, bilet do Sandomierza kupiony ok miesiąca temu za zawrotną cenę 28,10zł, przy czym za rower 9,10zł.
Oby tylko nie padało.
Przy okazji przejazdu przez Ursynów chcę publicznie pochwalić pana burmistrza Roberta Kempe. Choć politycznie nie mamy wspólnych stycznych, to doceniam, że w czasach budowy kolejnych bloków wydaje on pieniądze na powstawanie nowych terenów zielonej rekreacji. Może nawet zbyt dużo w tych parkach betonu , ale urok nasadzeń i małej architektury budzi moje uznanie.
Park linearny tworzony etapami wzdłuż śladu tunelu POW pod Ursynowem
Park linearny tworzony etapami wzdłuż śladu tunelu POW pod Ursynowem © teich
Kilometry terenowe to trochę przez Las Kabacki i wzdłuż torów kolejki wąskotorowej.
  • DST 64.00km
  • Teren 6.00km
  • Czas 04:08
  • VAVG 15.48km/h
  • Temperatura 22.0°C
  • Sprzęt szatyn Romek
  • Aktywność Jazda na rowerze

Blogi rowerowe na www.bikestats.pl